Saturday, May 19th

Last update:07:23:11 AM GMT

You are here:

Dokumentalna wycieczka po białoruskiej wiosce

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Pomiędzy 3 a 8 sierpnia, kolektyw Podlasie Makes Me Happy, w liczbie sześciu osób plus jeden tandem, dwa namioty i całe plecaki sprzętu, odwiedził Białoruś (Grodno i okolice plus miejscowości położone przy granicy z Polską) by realizować kolejny etap zdjęć do filmu TANDEMEM PRZEZ POGRANICZE.


Tak jak i po polskiej stronie granicy, tak i u naszych wschodnich sąsiadów, realizacja filmu obfitowała w niezliczone przygody i niespodziewane wydarzenia, na które filmowcy musieli reagować z dużą dozą kreatywności i optymizmu. Nauczeni podlaskimi doświadczeniami (problemy z rowerem!), przed wyjazdem oddaliśmy tandem do warsztatu Pana Fryderyka, który z wielką wprawą przygotował go do długiej międzynarodowej wędrówki! Szacuneczek!

Najpierw musieliśmy dotrzeć do Kuźnicy, a z bardzo niewymiarowym tandemem nie była to taka prosta sprawa. W końcu, po odkręceniu kół udało się jakoś upchnąć rower, sprzęt i całą ekipę w busie i wyruszyć z Białegostoku. Witaj Przygodo!

Przystanek drugi to pociąg Kuźnica – Grodno. Sześciu filmowców ze sprzętem i rzadko już dziś widywanym tandemem, wzbudzali spore zainteresowanie celników i podróżującej ludności. Na szczęście byliśmy zaopatrzeni w odpowiednie dokumenty, dzięki czemu bardzo sprawnie udało się nam przekroczyć granicę i po nocnej podróży busem spędzić pierwszą noc pod rozgwieżdżonym niebem we wsi Mickiewicze. Pierwsze co rzuca się tam w oczy, a w zasadzie uszy, to niezmącona niczym cisza! Zamieszkaliśmy w drewnianej, niezamieszkanej od 13 lat chacie... Zapadająca się podłoga, poranna toaleta w kukurydzy, mycie się wodą ze studni i menu składające się z ziemniaków na śniadanie, obiad i kolację, tak mniej więcej wyglądało kilka dni w Mickiewiczach, które stały się naszą bazą wypadową – naszą matką i ojcem na białoruskiej wsi!

Ograniczony czas pobytu na Białorusi spowodował, że musieliśmy wykorzystać każdą chwilę, od rana do wieczora podróżować po przygranicznych wioskach, próbując zebrać jak najwięcej materiału do filmu. Radek i Paszka na tandemie, obczepieni kamerami i rejestratorami dźwięku… reszta ekipy w busie, tuż za nimi, gotowa zjawić się w jednej chwili, jeśli na trasie rowerzystów zjawi się ktoś ciekawy. Odpalamy przycisk rec i nagrywamy!
Interesujących ludzi i klimatycznych wioseczek na naszej trasie pojawiło się naprawdę mnóstwo, a co ciekawe okazało się, że w przygranicznych wioskach po polskiej stronie dominuje język białoruski, a po białoruskiej stronie - polski… Wkrótce sami zaczęliśmy porozumiewać się mieszanką białoruskiego, polskiego i rosyjskiego. Zrozumieliśmy także, że granica to tylko umowna rzecz, którą ktoś od czasu do czasu przesuwa wedle uznania, a ludzie żyjący w tych samych miejscach raz nazywani są Białorusinami, a raz Polakami…

Pogranicze okazało się bardzo gościnne pod każdym względem. Byliśmy zapraszani do domów, częstowani hojnie wszystkim tym, co posiadali gospodarze. Były więc ziemniaki ze skwarkami, placki ziemniaczane, kiełbasa, zupa, pomidory, ogórki, cebula, sok brzozowy… Smak zupy z borowików i rewelacyjne szaszłyki na długo zostaną w naszej pamięci! To rzecz naprawdę warta podkreślenia, bo trzeba mieć w sobie mnóstwo odwagi, by przyjąć pod własną strzechę sześciu obcych facetów, nakarmić ich, napoić, opowiedzieć o swoim życiu i jeszcze nie wziąć za to ani grosza. Chwała wszystkim dobrym ludziom Pogranicza po obu stronach!

Trudno w kilku słowach opisać wszystkie podróżnicze doświadczenia ekipy PODLASIE MAKES ME HAPPY. Ufamy, że ci, których zaciekawiliśmy, pojawią się na jesiennej premierze filmu TANDEMEM PRZEZ POGRANICZE.

Na zakończenie musimy wspomnieć o Wadzimie – naszym kierowcy, z którym zaprzyjaźniliśmy się i przesiedzieliśmy kilka wieczorów dyskutując gorąco, jak to ludzie Wschodu… O kąpielach w jeziorze Czarne, położonym dokładnie na granicy Białorusi z Polską, do którego prowadzi droga przy granicznych zasiekach i zna ją tylko - przypadkiem przez nas napotkany - grzybiarz… O spotkaniu w Białowieskiej Puszczy z Dziadkiem Mrozem (odpowiednik naszego Mikołaja), który nigdy nie ma wakacji. O akordeoniście, który słysząc zabawę i czując zapach szaszłyka, znienacka pojawiał się przy ognisku… O Panu Bolku, który wzruszał się jego pieśniami, a woda z jego studni pozwalała nam chłodzić i ducha i ciało… Zapamiętamy też mega chill nad rozświetlonym słońcem Niemnem, tańce w parku, gdzie średnia wieku wynosi 70 lat oraz powrót do Polski przez przejście w Białowieży - przez pas rozoranej ziemi i specjalnie otwartą bramę.

Maciej Rant

kino Forum, Białystok

ul. Legionowa 5

15 - 281 Białystok

http://www.bok.bialystok.pl

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywać nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto

Czytaj też podobne artykuły z innych serwisów: