
Krakowska Nowa Huta nie kojarzy nam się raczej z rowerowymi przejażdżkami – ze zrozumiałych względów wybieramy raczej Las Wolski, Ojców czy okolice Tyńca. Jednak warto zapomnieć o stereotypach i wybrać się czasem do Huty, gdzie pod płaszczykiem industrialnego miasta kryje się wiele ciekawych miejsc, w tym niezwykłych oaz zieleni.
Nowa Huta to przede wszystkim miasto parków. Największym jest Park AWF-u (Park Lotników), położony na granicy Nowej Huty i śródmieścia. Z centrum miasta dojedziemy tu łatwo i bezkolizyjnie bulwarami wiślanymi, które kończą się na Dąbiu, w pobliżu ujścia Białuchy do Wisły. Stamtąd już tylko 500 metrów – i jesteśmy w parku. Na jego obrzeżach znajduje się Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema, czyli miejsce, które z pewnością zainteresuje najmłodszych, dlatego jest to dobry pomysł na wycieczkę z dziećmi.
Park AWF to tylko początek. Przejeżdżając na drugą stronę Alei Jana Pawła II, trafimy na stare lotnisko Rakowice, gdzie kilka lat temu władze miasta utworzyły Lotniczy Park Kulturowy. Mieści się tu kolejna atrakcje dla najmłodszych i nie tylko, czyli Muzeum Lotnictwa, które niedawno przeszło modernizację. Ciekawy jest także układ urbanistyczny tego obszaru, a zwłaszcza zachowany w dobrym stanie dawny pas startowy, który ciągnie się aż w okolice Centrum Handlowego Czyżyny. Ogrom otwartej przestrzeni tego terenu, pośrodku wielkiego miasta, robi wrażenie: lotnisko w niczym nie ustępuje Błoniom i można się tylko dziwić, że tak rzadko są tu organizowane wielkie imprezy plenerowe i zawody sportowe.
Ale jeźdźmy dalej. Przejeżdżamy na drugą stronę ruchliwej arterii Bora-Komorowskiego (tutaj mamy kolejną atrakcję – Park Wodny) i trafiamy do Mistrzejowic. Z pozoru jest to nieciekawe blokowisko, jakich wiele w tym mieście. Oprócz licznych parków i skwerów oraz pagórkowatych terenów znajdziemy tu jednak kolejne ciekawe obiekty: dwa forty austriackie, które zainteresują nie tylko miłośników historii i militariów.
Z Mistrzejowic warto się skierować w stronę Wzgórz Krzesławickich. Prawie cały czas jedziemy terenami parkowymi lub przez ogródki działkowe, z dala od gęstych zabudowań wielkiego miasta. Po drodze warto się zatrzymać nad zalewem na Dłubni. Te okolice są naprawdę ładne i szkoda, że woda w zalewie nie nadaje się do kąpieli, bo byłoby to bardzo sympatyczne miejsce. Na Wzgórza Krzesławickie oraz sąsiednie osiedle Na Stoku możemy dojechać kilkoma drogami, wyznaczono tu nawet znakowany szlak dla rowerzystów. Wzgórza Krzesławickie wraz z sąsiednimi osiedlami willowymi – to jedna z ładniejszych części Nowej Huty, a zarazem najwyżej położony fragment dzielnicy. Rozpościera się stąd piękny widok na miasto oraz widniejące na południu pasmo Beskidów. Na Wzgórzach również znajdziemy fort austriacki, stanowiący jeden z elementów szlaku turystycznego Twierdzy Kraków.
Teraz będzie już z górki. Zjeżdżamy do niżej położonych części miasta, najlepiej kierując się nad Dłubnię, do Bieńczyc. Tereny nad Dłubnią – to chyba najbardziej tajemniczy zakątek Nowej Huty. Znajdziemy tu oazę przyrody wciśniętą między zurbanizowane fragmenty wielkiego miasta, a także liczne niepozorne zabytki: młyn, stare chałupy wiejskie sprzed ponad stu lat itp. Warto również wspomnieć o ciekawym architektonicznie kościele Arka Pana w Bieńczycach, który zapisał się w historii PRL słynną walką o krzyż w Nowej Hucie.
Kolejnym ciekawym obszarem są okolice nowohuckiego zalewu w Bieńczycach. Znajduje się tu jeden z najciekawszych parków w Krakowie, z zalewem pośrodku, który jest miejscem szczególnie upodobanym przez biegaczy, rolkarzy i wędkarzy. Warto jednak pojechać również za Dłubnię, w okolice ulic Wąwozowej i Melchiora Wańkowicza. Poczujemy się, jakbyśmy byli nagle przeniesieni do innego świata: jest to taka wiejska enklawa w środku miasta, ze starymi chałupami, zagrodami, łąkami i pasącymi się końmi. A to wszystko w sąsiedztwie kombinatu. Dziwne uczucie. Znajdziemy tu kilka ważnych zabytków, między innymi dworek Jana Matejki (koniecznie trzeba zobaczyć) oraz drewniany kościół.
Kolejnym ważnym punktem na naszej rowerowej mapie Nowej Huty jest Kopiec Wandy. To najmniej znany spośród krakowskich kopców, niewysoki, ale mimo to warty odwiedzenia. Tym bardziej, jeśli uświadomimy sobie jego historię: kopiec powstał w VI wieku, usypany prawdopodobnie przez mieszkającą na tych terenach cywilizację Celtów.
Warto się również wybrać na tereny leżące między Starą Nową Hutą a Wisłą, czyli na Łąki Nowohuckie, do Łęgu oraz Mogiły (tu znajduje się zabytek klasy zerowej - klasztor cystersów). Łąki Nowohuckie – to ewenement przyrodniczy i urbanistyczny, bo rzadko się zdarza użytek ekologiczny w tak bliskim sąsiedztwie centrum miasta (albo raczej dzielnicy). Kilka lat temu teren został uporządkowany, stworzono tu alejki, ławeczki, a nawet pomosty widokowe nad trzęsawiskiem, skąd można podglądać ptaki. W Łęgu można zajrzeć do Lasku Łęgowskiego – to jeden z niewielu terenów leśnych na obszarze dzielnicy, w dodatku jest to las bardzo stary, z wiekowymi dębami i więzami. Za lasem przepływa Wisła, jednak ścieżki na wale wiślanym nie polecam – źle się po niej jedzie, trawa sięga nieraz pół metra. Ciekawym miejscem jest sąsiedni Lasek Mogilski, znacznie bardziej zagospodarowany, niż Łęgowski: z alejkami, ławkami itp. I na koniec – przystań żeglarska w Mogile, którą również warto zobaczyć z ciekawości.
Tereny leżące na wschód od Mogiły i na południe od kombinatu – to już temat na osobną dyskusję i być może osobną wycieczkę. W każdym razie, jadąc dalej na wschód trafimy do Przylasku Rusieckiego, czyli niedocenionego przez krakowian zespołu stawów powyrobiskowych, z czystą, nadającą się do kąpieli wodą. To takie Mazury w pigułce. O tym jednak – w osobnym artykule.
| « poprzednia |
|---|










