
Zaledwie kilka tygodni temu minister spraw zagranicznych Ukrainy Petro Poroszenko, występując na posiedzeniu Rady Najwyższej, dosyć pewnie ogłosił, że „wszystko idzie zgodnie z planem” i najważniejsze problematyczne kwestie w stosunkach z Mołdawią będą w najbliższym czasie rozwiązane.
Między innymi zaznaczono, że kierownictwo Mołdawii już do 11 marca 2010 jest niby gotowe przekazać Kijowowi dawno wyczekiwany akt, potwierdzający prawo użytkowania ziemi pod mołdawskim odcinkiem drogi Odessa – Reni w rejonie wsi Pałanka.
Śmiałe deklaracje szefa ukraińskiej dyplomacji stały się okazją do kolejnej antyukraińskiej PR-kampanii w samej Mołdawii. Tamtejsi komuniści, jak również szereg struktur politycznych, które w efekcie ostatnich wyborów znalazły się poza korytarzami władzy, zrobiły skandal wokół działań mołdawskiego rządu, który ich zdaniem poszedł na zbytnie ustępstwa w negocjacjach z Ukrainą. Przedstawiciele Partii Komunistycznej i Chrześcijańskich Demokratów nie ograniczali się zbytnio w doborze środków, powszechnie dezinformując miejscową społeczność co do pozycji Ukrainy w rozmowach z Mołdawią. Mieszkańców wioski Pałanka mołdawscy „patrioci” zdążyli śmiertelnie przestraszyć jeśli nie utratą działek, które mają po drugiej stronie drogi Odessa – Reni, to przynajmniej jakimiś płatnymi przepustkami, które niby wkrótce może wprowadzić Ukraina dla mołdawskich obywateli, chcących przejść przez wspomnianą drogę.
W warunkach takiego wewnętrznego nacisku premier Mołdawii był zmuszony publicznie „odszczekać” swoje poprzednie deklaracje odnośnie przekazania Ukrainie na własność działki z drogą w rejonie Pałanki i ogłosić, że Mołdawia nikomu w niczym nie jest zobowiązana...
Jeśli rozpatrywać sytuację dokładniej, staje się oczywiste, że stosunki z Ukrainą dla mołdawskich komunistów, jak i podczas ich ośmioletniego przebywania przy władzy, są sprawą, delikatnie mówiąc, nie pierwszej ważności. Główny cel tej de-facto antyukraińskiej PR-kampanii – chęć dokopania swoim elektoralnym konkurentom. Ukraina po prostu stała się do tego dobrą okazją.
Na ile dalekowzrocznym jest taki elektoralny pochód mołdawskich komunistów, pokaże czas. Wiele osób w Mołdawii doskonale pamięta, że przekazanie Ukrainie ziemi pod Pałanką ratyfikowała właśnie Partia Komunistyczna, która w 2001 roku kontrolowała mołdawski parlament. A nowemu rządowi Mołdawii na czele z Władem Fiłatem obecnie przychodzi odpowiadać politycznie za niewykonane zobowiązania poprzedniej władzy. Obecnie szef Partii Komunistycznej i były prezydent Mołdawii Władimir Woronin najwidoczniej zapomniał, że w zamian za wspomnianą działkę z drogą Mołdawia otrzymała 430 metrów nabrzeża nad Dunajem i tym samym dostęp do morza.
Należy zaznaczyć, że wewnątrzpolityczna sytuacja w Mołdawii naprawdę nie jest prosta, a rządząca koalicja dosłownie trzeszczy w szwach. Rząd Mołdawii jest bardziej skoncetrowany na obronie przed wewnętrznymi oponentami, niż na poszukiwaniu kompromisowych wariantów rozwiązania problemów z Ukrainą. W takich warunkach pole manewru obecnego rządu na zagranicznym kierunku będzie się zwężać coraz bardziej w miarę przybliżania się terminu wyborów parlamentarnych, które, całkiem możliwe, odbędą się już tej jesieni.
Ze zrozumiałych przyczyn obecnemu rządowi Mołdawii chciałoby się uniknąć podjęcia decyzji, które mogłyby zostać wytłumaczone przez ich elektoralnych oponentów jako zdrada narodowych interesów i ustępstwa terytorialne na rzecz Ukrainy (właśnie tak traktują na razie komuniści i ich otoczenie realizację przez Mołdawię swoich zobowiązań wobec Ukrainy). Jednak obecnie Kijów dosyć wyraźnie daje do zrozumienia, że dalsze zwlekanie z rozwiązaniem dwustronnych problemów jest kontrproduktywne.
W Kiszyniowie doskonale rozumieją, że wprowadzenie bardziej twardego reżimu wjazdu obywateli Mołdowy na terytorium Ukrainy (w kontekście nasilenia walki z nielegalną migracją) może poważnie skomplikować perspektywy mołdawskich partii, które należą do koalicji rządzącej. Taki krok Kijowa w rozumieniu większości obywateli Mołdawii oznaczałby porażkę starań prozachodniego rządu Włada Fiłata na ukraińskim kierunku (inna sprawa, na ile skorzysta na tym kroku sama Ukraina).
Rozumiejąc pikantność sytuacji, mołdawskie kierownictwo stara się zwlekać z decyzją, rozdając Ukrainie nowe obietnice. Zupełnie już niepoważnie wygląda przekazanie naszej delegacji, podczas ostatniej rundy dwustronnych konsultacji, projektów niezbędnych dla Kijowa dokumentów. Za naszą informacją, wspomniane dokumenty, które mołdawska strona nadała na początku tego tygodnia jako „świadczenie swojej elastyczności i konstruktywnego podejścia“ w negocjacjach z Kijowem, już kilka lat leżały w szufladach kancelarii poprzedniego rządu komunistów i, co oczywiste, w nieoficjalny sposób już i tak dotarły do ukraińskiej strony.
Autorowi tych słow nieraz przychodziło słuchać w Kiszyniowie zarzutów, że Ukraina jest zainteresowana jedynie w lobbowaniu swoich interesów, na kształt Pałanki i Nowo-Dnistrowskiej Elektrowni Wodnej, niczego przy tym nie proponując Mołdawii w priorytetowych dla niej sferach. Niuans polega na tym, że Kijów już kilka razy dokonał na rzecz Kiszyniowa ustępstw terytorialnych (których przejrzystość powinna jeszcze zostać zbadana przez odpowiednie ukraińskie organy), niczego nie otrzymawszy w zamian. Dlatego w Kijowie całkiem sprawiedliwie liczą, że przejście do tak zwanego pozytywnego porządku dziennego w stosunkach dwustronnych z Mołdawią będzie możliwe po tym, jak uda się znaleźć kompromisowe rozwiązania najbardziej palących problemów, otrzymanych w spadku po byłym ZSRR.
Niektórzy mołdawscy eksperci już sobie uświadomili, że Kijów, delikatnie mówiąc, zmęczyło wieczne „przelewanie z pustego w próżne“ w dwustronnych negocjacjach z Kiszyniowem, dlatego wkrótce mogą zostać podjęte całkiem konkretne kroki. W Mołdawii dobrze pamiętają precedens z 2006 roku, kiedy ukraińska strona ponad rok ostrzegała mołdawskich kolegów o awaryjnym stanie mostu kolejowego w rejonie Mohyliv-Podilskiego, a potem w końcu zamknęła go na kapitalny remont, i wywiezienie mołdawskiego eksportu koleją zostało na pewien czas zawieszone. To w magiczny sposób sprzyjało temu, że Kiszyniów przejawił maksymalną elastyczność co do wzajemnych problemów, wskutek czego udało się częściowo odblokować pracę jednego z paneuropejskich korytarzy transportowych, które przechodzą przez teren naszych krajów.
Obecnie Kiszyniów już rozpoczął wstępne „przygotowania“ odnośnie Ukrainy. Niezależni eksperci w swoich publikacjach rekomendują rządowi Mołdawii z wyprzedzeniem opracować ze swoimi partnerami z UE i USA schematy wpływu na Kijów, aby powstrzymać go od presji na Kiszyniów w kontekście rozwiązania problemów dwustronnych.
Oczywiście, strona mołdawska w swoich kontaktach z Zachodem nie bierze pod uwagę, że możliwe jednostronne kroki Kijowa są ukierunkowane na stymulowanie Kiszyniowa do wykonania swoich zobowiązań. Perspektywa wykorzystania przez Kijów środków nacisku na Kiszyniów jest przedstawiana Zachodowi jako „zagrożenie dla regionalnego bezpieczeństwa“, „przejaw wciągania Kijowa w orbitę Moskwy“, „interes destrukcyjnych sił w zachowaniu status-quo w konflikcie naddniestrzańskim“ itp. Dla wielu osób sprawa jest jasna: takie przedstawianie sprawy – to ulubiony środek działania mołdawskiej dyplomacji, co, warto zaznaczyć, nie raz jeśli nie zapobiegało podjęciu zewnętrznego nacisku na Mołdawię, to przynajmniej go zmiękczało.
Jednak nawet Europejczycy z UE, którzy w ciągu ostatnich kilku lat z konieczności stali się niezłymi ekspertami w sprawach ukraińsko-mołdawskich stosunków, coraz częściej zaczęli tłumaczyć przedstawicielom Mołdowy, że europejska integracja oznacza umiejętność samodzielnego rozwiązywania swoich problemów z sąsiadami, zamiast ciągłego apelowania do Brukseli jako do najwyższego arbitra. Równocześnie Kijowowi sugerują, że rozwiązywanie problemów po europejsku absolutnie nie wyklucza zastosowania tych czy innych instrumentów wpływu na niewiarygodnego partnera.
Chciałoby się wierzyć, że mołdawska strona nareszcie uświadomi sobie: w życiu lepiej jest płacić, niż ponosić konsekwencje. O wiele korzystniej jest przekazać Ukrainie akt użytkowania działki pod drogę w rejonie Pałanki (która zresztą została zbudowana ze środków Ukraińskiej SRR i dawniej była własnością Ukrainy), raz i na zawsze zakończyć tę sprawę i przejść do rozwiązania ważniejszych kwestii – przywrócenia połączeń lotniczych między naszymi krajami, współpracy w ramach europejskich projektów energetycznych, stymulowania wzajemnych inwestycji, rozwiązania konfliktu naddniestrzańskiego itp.
Witalij Kułyk
Dzerkało Tyżnia, nr 8/2010, 27 lutego - 5 marca 2010
Źródło: www.dt.ua tłumaczenie Port Europa
| następna » |
|---|











