Saturday, May 19th

Last update:07:23:11 AM GMT

You are here:

Kraków nie dba o wodniaków

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Jesienno-zimowe miesiące nie wydają się najlepszym momentem do dyskusji nad jakością krakowskich kąpielisk. I na tym polega nasz problem: o Bagrach, Kryspinowie czy Przylasku Rusieckim przyzwyczailiśmy się myśleć jako o temacie sezonowym, którym nikt poważny nie będzie zaprzątał sobie głowy. Tymczasem zagospodarowanie krakowskich akwenów to taka sama inwestycja sportowa, jak budowa stadionu piłkarskiego, o czym warto pomyśleć zwłaszcza w przededniu zbliżającego się Międzynarodowego Roku Wody.

Czy Kraków koniecznie musi wydawać dziesiątki milionów złotych na modernizację dwóch stadionów piłkarskich, w dodatku leżących kilkaset metrów obok siebie? Zamiast nowoczesnego stadionu, krakowianie mogli dostać dwa duże sztuczne zalewy, na których moglibyśmy organizować prestiżowe międzynarodowe regaty. Śmiem twierdzić, że mając taką alternatywę, krakowianie zamiast piłki wybraliby właśnie wodę.

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że na obrzeżach miasta powstają właśnie dość duże sztuczne jeziora, o powierzchni kilkukrotnie większej od Zalewu Kryspinowskiego. Wszystko za sprawą wydobycia żwiru i piasku, prowadzonego właśnie w rejonie krakowskich Rybitw, a także w okolicach Brzegów i Cholerzyna. Zagłębienia po żwirowiskach są samoczynnie wypełniane wodą (co ważne – krystalicznie czystą) i na zdrowy rozsądek, po zakończeniu eksploatacji mogą być przekształcone w akweny rekreacyjne. Ale nie w Krakowie, gdyż Prezydent i radni nie wykazują tym tematem najmniejszego zainteresowania.

Chociaż wydobycie żwiru w okolicach Rybitw (na granicy Krakowa i Gminy Wieliczka) będzie prowadzone jeszcze kilka lat, o przyszłym zagospodarowaniu powstających tu stawów należy zadecydować już teraz. Zdaniem prezesa spółki Kruszywo, jeżeli władze miasta wykażą wolę zorganizowania tu akwenu żeglarskiego, nic nie stoi na przeszkodzie, by właśnie pod tym kątem poprowadzić wydobycie i rekultywację terenu. W efekcie może powstać dość duże i atrakcyjne jezioro o powierzchni ponad stu hektarów, nad którym powstaną plaże, przystanie żeglarskie i kąpieliska. Taki zalew stałby się nie tylko atrakcyjnym miejscem do spędzania czasu przez mieszkańców i turystów, ale też magnesem dla inwestorów oraz miejscem, gdzie mogliby trenować nasi wodniacy. Mało kto wie, że krakowscy żeglarze osiągają znakomite wyniki w krajowych i międzynarodowych regatach, a pod względem ilości klubów żeglarskich bijemy na głowę nawet Gdynię. To paradoks, ale mimo braku warunków naturalnych jesteśmy żeglarską potęgą – ale niestety nie potrafimy tego wykorzystać.

Brakuje nam jednego – miejsca, gdzie nasi żeglarze mogliby trenować i gdzie moglibyśmy organizować prestiżowe regaty. Bo jednak Wisła i Bagry, mimo świetnie zorganizowanych przystani, to trochę za mało. Nie trzeba dodawać, że takie międzynarodowe imprezy żeglarskie są właśnie tym samym, czym nieosiągalne dla Krakowa Euro-2012: niesamowitym środkiem promocyjnym i magnesem przyciągającym turystów. Biorąc pod uwagę osiągnięcia krakowskiej kadry żeglarskiej, w której wyszkolenie Miasto nomen omen inwestuje środki publiczne, zorganizowanie międzynarodowych regat właśnie w Krakowie byłoby jak najbardziej osiągalne – gdyby oczywiście było gdzie pływać.

Zresztą, pogardzany przez krakowskie władze zalew w Rybitwach – to nie jedyne miejsce, gdzie można takie regaty zorganizować. Kolejną niewykorzystaną perełką jest nowohucki Przylasek Rusiecki – zespół kilkunastu stawów, oddzielonych od siebie zaledwie kilkumetrowymi wałami ziemi. Gdyby te stawy połączyć, powstałoby jezioro o powierzchni aż 150 hektarów (dla porównania, Bagry mają 30 ha), pełne malowniczych  wysepek i zatok, po którym można przyjemnie żeglować jachtem, pływać na kajakach lub uprawiać windsurfing. Cała operacja nie jest niczym skomplikowanym: wykopaną ziemię można użyć do umocnienia wałów wiślanych lub usypać nad nowohuckim jeziorem górkę rekreacyjną  - lub jak kto woli, kolejny krakowski kopiec. Co więcej, jestem pewien, że przy odrobinie zaradności miasto nie musiałoby wydać na ten cel ani złotówki, gdyż inwestycjami na Przylasku interesują się prywatne firmy.

Niestety, o utworzeniu obu  sztucznych jezior możemy zapomnieć – chociaż takie zalewy powstają w większości dużych miast w Polsce. Dość wspomnieć poznańską Maltę, warszawski Zalew Zegrzyński, Zalew Zemborzycki w Lublinie czy liczne pokopalniane akweny na Śląsku. Kraków będzie wyjątkiem – bo przecież nie przystoi, by rajcy Królewskiego Grodu zajmowali się tak przyziemnymi tematami. W ten sposób nie tylko tracimy kolejną szansę na rozwój miasta, ale idziemy pod prąd europejskim tendencjom, w ramach których przyszły rok został ogłoszony Rokiem Turystyki Wodnej.

Jakub Łoginow

Źródło: „Polska Gazeta Krakowska”

www.gk.pl

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywać nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto
Reklama

Czytaj też podobne artykuły z innych serwisów: