
Kolonie dla Polski? Przewracało się w głowie tym przedwojennym Polakom. To niepoważna sprawa. Wstyd. I jeszcze powołana do życia milionowa organizacja Liga Morska i Kolonialna, to już kompletne nieporozumienie. Jak można było myśleć o koloniach w kraju, który dopiero co odzyskał wolność po 123 latach zaborów? Gdzie poprawność polityczna?
To typowe reakcje współczesnych Polaków na historyczne informacje o potrzebie posiadania przez Polskę kolonii w okresie międzywojennym...
Przedwojenni Polacy mieli świadomość, że niepodległość Polski - leżącej między państwami dążącymi, z różnych powodów, do wojny - zależy wyłącznie od jej potęgi ekonomicznej i militarnej. Mieli też w pamięci wielkość Rzeczpospolitej Obojga Narodów, za czasów której i dzięki jej istnieniu oraz jej potęgi militarnej, nie dochodziło w Europie do starć między Wschodem a Zachodem.
Czas po I wojnie światowej, a raczej czas po traktacie wersalskim, po którym jedynym zwycięzcą zagarniającym wszystko była Francja, był krótkim czasem poprzedzającym kolejną światową wojnę. Dla ówczesnych polityków było jasne, ze Rosja radziecka będzie chciała rozszerzać idee komunizmu zbrojnie, a Niemcy - niesprawiedliwie okrojone z ziem i obrabowane z przemysłu przez Francję, z niemożliwymi do spłaty odszkodowaniami wojennymi - będą dążyły do zmiany swojego statusu również za pomocą wojny. Ówcześni europejscy stratedzy wojskowi przewidywali, że wojna światowa wybuchnie około 1946 roku, czyli w momencie, gdy urodzi się i dorośnie wystarczająca, dla osiągnięcia celów militarnych, liczba żołnierzy w Europie. Plany rozbudowy polskiej armii i floty morskiej również zakładały rok 1946 jako rok osiągnięcia pełnej zdolności obronnej państwa.
7 lutego 1939 roku do Gdyni przypłynął ORP Orzeł – nowoczesny, wielki, oceaniczny polski okręt podwodny zbudowany w Holandii - zdolny do prowadzenia działań na morzu w każdym rejonie świata. Następny ORP Sęp był już w trakcie prób morskich, a ówczesne Kierownictwo Marynarki Wojennej złożyło zamówienie na jeszcze trzy okręty podwodne większe od Orła i Sępa.
10 lutego 1939 roku w Gdyni na uroczystości powitania Orła przedstawiciel Prezydenta RP – gen. Kazimierz Sosnkowski mówił:
„Polska – kraj pozbawiony wielu niezbędnych surowców. Polska – kraj o wielkim przyroście naturalnym. Kraj, który już silnie cierpi z powodu przeludnienia wsi i na skutek prawie całkowitego zamknięcia możliwości emigracyjnych. Polska nie może pozostać obojętną i bierną wobec zagadnień kolonialnych.”
Posiadanie kolonii przez państwa europejskie, które to kolonie były ważnym elementem ekonomii tych państw oraz często źródłem surowców nie było niepoprawnym politycznie zjawiskiem w ówczesnej Europie. Takie były standardy polityki zagranicznej państw europejskich. W wyniku traktatu wersalskiego Niemcy utraciły wszystkie swoje kolonie. Były więc argumenty, aby część tych kolonii przypadła też Polsce tym bardziej, że kolonie niemieckie zostały przejęte przez Francję, a Francja była sojusznikiem Polski w okresie międzywojennym.
Wracając do przemówienia gen. Sosnkowskiego - Polska istotnie borykała się z przeludnieniem wsi. Brak surowców dla rozwijającego się przemysłu był też dotkliwy, a bez surowców nie dało się realizować planów obronnych, czy zatrudnienia ludności wiejskiej w przemyśle. Należy tutaj wspomnieć, że w latach dwudziestych przeprowadzono w Polsce z sukcesem reformę rolną, która spowodowała radykalny wzrost zatrudnienia ludności wiejskiej z tym, ze przeludnienie wsi było daleko większe niż możliwości ich zatrudnienia w rolnictwie.
Brak dostępu do surowców wynikał z wrogo nastawionych do Polski państw sąsiednich (Związek Radziecki, Niemcy, Czechosłowacja), stosujących wobec Polski różne restrykcje w obrocie granicznym. Jedyny dostęp do surowców mieliśmy albo przez Gdynię, co wymagało istnienia silnej floty dla zabezpieczenia transportu do i z Polski oraz przez zaprzyjaźnioną Rumunię. Ale generalnie w ówczesnych czasach bezpieczny dostęp do surowców zapewniało posiadanie kolonii. Tak więc były dwa istotne powody (przeludnienie wsi i brak surowców dla rozwoju polskiego przemysłu), aby rozważać możliwość ubiegania się o własne kolonie.
Poczyniono ważne kroki w tej sprawie. Liga Morska i Kolonialna - organizacja społeczna założona w 1918 roku, początkowo jako Liga Morska i Rzeczna, liczyła w 1939 roku prawie milion członków. Propagowała sprawy morskie i ekspansję kolonialną Polski w Ameryce Południowej i w Afryce. Liga zabiegała o przyznanie Polsce kolonii w Brazylii, Peru, Liberii, Mozambiku i na Madagaskarze. 1934 Liga kupiła w brazylijskim stanie Parana ziemię, którą po podzieleniu na działki przekazano polskim osadnikom , którzy zaczęli wyruszać z Polski do Brazylii od sierpnia 1935 roku. Liga Morska i Kolonialna domagała się przyznania Polsce 10% byłych kolonii niemieckich , czyli ziem o powierzchni około 300 tys. km kw. Miało to naprawić dziejową niesprawiedliwość, jaką było pozbawienie Polski udziału w podziale dawnych protektoratów niemieckich.
Do wybuchy II wojny światowej żadnych kolonii dla Polski nie pozyskano, ale polskie transatlantyki przewoziły coraz więcej emigrantów z Polski do obu Ameryk. Od 1930 roku statki pod polską banderą Polonia, Kościuszko, Pułaski należące do Polskiego Transatlantyckiego Towarzystwa Okrętowego, zaczęły obsługiwać linię Gdynia – Kopenhaga – Halifax – Nowy Jork. Towarzystwo, po zmianie nazwy na Gdynia Ameryka Linie Żeglugowe, zakupiło kolejne transatlantyki Piłsudski i Batory do obsługi linii do Nowego Jorku oraz Sobieski i Chrobry do obsługi linii do Ameryki Południowej.
II wojna światowa zaczęła się o 7 lat wcześniej niż przewidywano i Polska nie zdążyła się do niej przygotować. Czy Polska mogła być silniejsza militarnie do 1939 roku? Tak, mogła być silniejsza. Stracono dużo czasu na swary polityków. Ale patrząc na nasze współczesne dwudziestolecie, to jeśli chodzi o swary polityków i marnotrawstwo czasu, nic się nie zmieniło. Sojusznicy Polski w 1939 roku zawiedli. Sąsiedzi Polski rozpoczęli II wojnę światową od napaści na Polskę. Wnioski? Nie marnować czasu. Współpracować z sąsiadami. Nie liczyć na odległe sojusze. A wracając do doświadczeń Rzeczpospolitej Obojga Narodów to: Polska silna w Europie to pokój w Europie.
I jeszcze jedna sprawa – emigracja. Kardynał Stefan Wyszyński w latach pięćdziesiątych mówił, że aby Polska mogła być krajem liczącym się w świecie, powinna mieć 70 mln obywateli (czyli dwa razy więcej niż ma obecnie). Panie i panowie - do tak rozumianego rozwoju kraju nie trzeba polityków. I miałby kto pracować na nasze emerytury.
Waldemar Turski
Lobby Morskie UEK
Artykuł opublikowany w Kurierze Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie
| « poprzednia | następna » |
|---|











