
Przeciwnicy Kanału Morąskiego argumentują, że taki kanał być może by się i przydał, ale jest to perspektywa bardzo odległa i mglista. Ich zdaniem, nie ma co więc zawracać sobie tym głowy, gdyż Morągowi wystarcza bieżących problemów, takich jak chodniki czy bezpieczeństwo.
Tymczasem sprawa wygląda dokładnie odwrotnie. Już sama decyzja: „budujemy Kanał Morąski” stanowić będzie świetną promocję dla miasta i okolic. Perspektywa powstania nowej drogi wodnej podniesie również atrakcyjność inwestycyjną miasta. Inwestor prędzej zdecyduje się na zainwestowanie w mieście, które za 10-15 lat ma szansę dołączyć do czołówki polskich miejscowości turystycznych, niż w mieścinie uznawanej za ospałą i pozbawioną perspektyw. Spróbujmy więc pokrótce zastanowić się, co zyskujemy już teraz (w ciągu najbliższego roku-dwóch), decydując się na inwestycję, która zostanie w pełni zrealizowana dopiero za 15 lat.
Świetna promocja
Ten chwyt marketingowy zna każdy doświadczony spec od promocji. Zamiast wydawać ogromne pieniądze na nudne reklamy, należy sprawić, by media same o nas mówiły, w pozytywnym aspekcie, dostarczając im ciekawy temat i wciąż go podsycając.
Przyszłe lub nawet niedoszłe inwestycje, które wywołują zainteresowanie mediów, szybko stają się turystycznym hitem. I to nawet wtedy, gdy inwestycja sama w sobie kojarzy się raczej negatywnie. Dobrym przykładem jest sprawa obwodnicy Augustowa, której nieoczekiwanym efektem było to, że miliony Polaków dopiero przy tej okazji dowiedziało się, że istnieje Dolina Rospudy i że warto te piękne tereny odwiedzić. Od kilku lat spływy kajakowe Rospudą są prawdziwym hitem turystycznym, czego nie zapewniłaby żadna kampania reklamowa tych terenów, prowadzona tradycyjnymi metodami.
Oczywiście, Kanał Morąski byłby budowany w zgodzie z wymaganiami przyrodniczymi i tu nie o taką promocję nam chodzi. Raczej o tą, która towarzyszy budowie kanału Ełk-Orzysz oraz Pętli Żuławskiej. Ogłaszając budowę Kanału Morąskiego, Morąg automatycznie znajdzie się na pierwszych stronach gazet i w czołówkach telewizyjnych serwisów informacyjnych. Do Morąga i nad Narie będą przyjeżdżać liczne ekipy telewizyjne, przedstawiając informacje o przyszłym kanale. Mamy więc zapewnioną świetną i bezpłatną promocję turystyczną, dzięki której Morąg w końcu przestanie być mylony z Mrągowem i stanie się rozpoznawalny w świadomości mieszkańców naszego kraju. A to przełoży się na istotny wzrost ilości turystów, odwiedzających te tereny: oglądając regularnie w telewizji informacje o Kanale Morąskim, wielu Polaków w końcu zdecyduje się tu przyjechać na wakacje i jeszcze będą się chwalić znajomym, że byli w tak znanym miejscu.
Atrakcyjność inwestycyjna i wizerunek dynamicznego miasta
Spróbujmy sobie wyobrazić sytuację, w której w ciągu najbliższych miesięcy ktoś buduje nad jeziorem Skiertąg (np. w rejonie ogródków działkowych) nowoczesny kompleks wypoczynkowo-rozrywkowy, z restauracją, rozległą plażą i mariną żeglarską. W dodatku za własne pieniądze doprowadza tu media i buduje drogę dojazdową. Jednym słowem – radykalnie zmienia (na plus) charakter tych okolic, tworząc równocześnie nowe miejsca pracy. I dzieje się to już teraz, w ciągu najbliższego roku.
Jeśli kanał miałby nie powstać, takie działania nie miałyby sensu, bo Skiertąg jest mały i nie warto tu aż tak inwestować. Ale co innego gdy inwestor wie, że za 5 lat Skiertąg będzie połączony kanałem z jeziorem Narie, a za 15 lat – również z Kanałem Elbląskim. Mając taką pewność, inwestorowi opłaci się zrealizować pierwszy etap inwestycji (z plażą, pomostami) już teraz, by w momencie otwarcia kanału być pierwszym na rynku (później ceny działek wzrosną i zbudowanie takiego kompleksu będzie trudniejsze). Każda większa inwestycja i tak wiąże się z tym, że zwrócić się ma nie w rok i nie w dwa lata, ale w 10-15 lat, dlatego fakt, iż taki ośrodek rekreacyjny na początku będzie generować straty, nie jest najważniejszy.
Ta zasada dotyczy całego miasta. Zresztą, każdy z nas łatwiej zdecyduje się np. na kosztowny remont swojego domu, nawet na kredyt, wiedząc, że idą dobre czasy. Perspektywa budowy kanału, który istotnie zwiększy atrakcyjność Morąga, będzie więc generalnie motywować do inwestowania w tym mieście i jego okolicach.
Wizerunek dynamicznego miasta
Wbrew pozorom, dotyczy to również inwestycji nie związanych z turystyką. Mamy między ulicą Przemysłową a linią kolejową strefę inwestycyjną, w której bardzo chętnie przywitalibyśmy nowe inwestycje. Oczywiście nie jakieś wielkie, trujące fabryki, ale neutralne dla środowiska niewielkie i średniej wielkości zakłady przemysłowe – już tak. A teraz spróbujmy zastanowić się, czym przekonamy potencjalnego inwestora, by ten zakład zlokalizował właśnie w Morągu?
Często zapominamy, że oprócz takich oczywistych kryteriów, jak infrastruktura, lokalny rynek pracy, dostęp surowców czy bliskość rynków zbytu, istotnym czynnikiem jest również ogólna atrakcyjność miasta. W końcu zainwestowanie w danym mieście oznacza, że z tym miastem zwiąże się również kadra menedżerska, wykwalifikowani inżynierowie itp. A ci ludzie nigdy nie zdecydują się mieszkać na głębokiej prowincji (chyba że za ogromne pieniądze i tylko tymczasowo), skoro mają możliwość realizować się zawodowo również w tak atrakcyjnych miejscach, jak Gdynia, Kraków, Bratysława czy Wiedeń. Jeżeli więc inwestor zbuduje fabrykę na przysłowiowym zadupiu, to musi liczyć się z tym, że bardzo długo będzie szukał kompetentnych menedżerów czy inżynierów, zainteresowanych pracą w tym miejscu (nawet, jeśli zaproponuje im astronomiczne stawki).
Inwestycja w to, by Morąg dołączył do czołówki miast atrakcyjnych turystycznie, modnych i rozpoznawalnych – to najkrótsza droga do sprowadzenia do miasta również inwestycji przemysłowych o takim profilu, jaki byśmy chcieli. A więc nie jedynie brudnego przemysłu lub fabryk nastawionych na tanią siłę roboczą, ale bardziej zaawansowanych technologicznie zakładów, w których pracują wysokiej klasy specjaliści (np. z dziedziny biotechnologii).
Oczywiście nie twierdzę, że kanał sam w sobie będzie takim magnesem, który sprawi, że każdy będzie koniecznie chciał tu zamieszkać. Jest to po prostu jeden z ważniejszych czynników, zwiększających ogólną atrakcyjność miasta. Ważna jest również np. bliskość Gdańska i Warszawy (oraz Olsztyna), która sprawia, że ci wysokiej klasy specjaliści w każdej chwili będą mogli skorzystać z atrakcji wielkiej metropolii – ale to już temat na osobną rozmowę.
Łatwiej pozyskamy unijne dotacje
To wszystko można odnieść również do inwestycji publicznych. Prosty przykład: miasto chce zbudować nad jeziorami Narie i Skiertąg publiczne przystanie żeglarskie i ubiega się o dotacje unijne. Otóż szanse na pozyskanie dotacji będą o wiele większe, jeśli we wniosku napiszemy, że projekt jest powiązany z zaplanowaną budową kanału żeglugowego. Dofinansowanie unijne dla przystani żeglarskiej nad małym Skiertągiem może zostać odrzucone, a inwestycja uznana za niepotrzebną. Co innego – przystań nad tym samym jeziorem, ale już rozpatrywanym jako element przyszłej drogi wodnej Narie – Kanał Elbląski.
Jak widzimy, już sama perspektywa budowy kanału jest w stanie przynieść wymierne korzyści dla miasta. Tu i teraz. Tak więc prezentowanie tej inwestycji w opozycji do rozwiązywania bieżących problemów jest nie na miejscu. Nikt nie mówi, by budować kanał kosztem chodników i placów zabaw – rzecz w tym, by umiejętnie połączyć obie sprawy, zachowując między nimi zdrowe proporcje.
| « poprzednia | następna » |
|---|










