Saturday, May 19th

Last update:07:23:11 AM GMT

You are here:

Stolica jachtingu w mieście bez wody

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Kościół Mariacki, Sukiennice, Wawel... a po południu wypoczynek na plaży i nauka pływania na desce u doświadczonego instruktora windsurfingu. W najbliższych latach jednym z najważniejszych ośrodków polskiego żeglarstwa może stać się Kraków, gdzie nad zalewem Bagry funkcjonuje jeden z najnowocześniejszych ośrodków żeglarskich w Polsce.

 

Umiłowanie krakowian do wody i wiatru należy z pewnością do największych paradoksów naszego kraju. W pozbawionym morza i jezior Krakowie odbywa się największy w Polsce festiwal muzyki szantowej, funkcjonuje tu więcej klubów żeglarskich, niż w miastach nadmorskich, a w tutejszych tawernach można odczuć morskiego ducha nie tylko po kilku głębszych. Jednak największym zaskoczeniem dla turystów jest nowoczesna przystań żeglarska nad zalewem Bagry, która jest przykładem tego, że „Polak potrafi”. Zrobić najnowocześniejszą w Polsce marinę żeglarską w mieście niemal pozbawionym wody jest w końcu nie lada sztuką, która udała się właśnie małżeństwu Józefie i Andrzejowi Ogrodnikom z Krakowa.

Morskie tradycje Krakowa sięgają średniowiecza


Krakowska tęsknota za żeglarstwem ma głębokie uzasadnienie w historii. Gospodarka średniowiecznej Polski opierała się w dużej mierze na handlu zbożem, solą oraz innymi towarami, spławianymi Wisłą do Gdańska, a stamtąd transportowanym statkami morskimi do odległych krajów. Żegluga morska i wiślana były głównym oparciem bogactwa Rzeczpospolitej, a sprawy morskie głęboko leżały na sercu polskim królom, którzy rządzili z Wawelu. Kraków był głównym ośrodkiem kształtowania polityki morskiej również na długo po tym, jak stracił funkcje stolicy. To właśnie pod Wawelem powstała po I wojnie światowej koncepcja budowy Gdyni, tutaj utworzono Ligę Morską i Kolonialną, w Krakowie uchwalono podstawowe dla II RP ustawy morskie, wreszcie stąd pochodził Eugeniusz Kwiatkowski, który stworzył morską potęgę Gdyni.

W tym, że odpowiedzialność za sprawy morskie spoczywała na Krakowie, ogromną rolę odgrywał także fakt, iż Polska nie zawsze w pełni kontrolowała Pomorze. Gdańsk przez dłuższy czas był pod kontrolą krzyżacką, niemiecką lub funkcjonował jako samodzielne miasto, a innego ważnego miasta nad Bałtykiem Polska nie posiadała (najbliższym Bałtykowi ośrodkiem był Toruń). Przez niemal całą polską historię, główną arterią komunikacyjną kraju była Wisła, organicznie złączona z Bałtykiem. Należy zaznaczyć, że standardowe średniowieczne statki morskie były tylko nieco większe od łodzi, które kursowały po Wiśle, a wielu kupców płynęło na jednej łodzi spod Wawelu aż do zamorskich krajów. Te fakty wytworzyły wśród krakowian pewien mit odpowiedzialności za sprawy morskie, które uwidoczniły się zwłaszcza w II-leciu międzywojennym.

W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości to właśnie w Krakowie decydowano o polityce morskiej tworzącej się II RP. To pod Wawelem powstał Kodeks Morski, stąd pochodził twórca Gdyni – minister Eugeniusz Kwiatkowski, tu działała Liga Morska i Kolonialna. Nie byłoby Gdyni i jej sukcesów, gdyby nie krakowscy naukowcy, którym sprawy morza były szczególnie bliskie. Krakowskie lobby morskie (innego nie było) przekonało ówczesnych decydentów do konieczności zainwestowania w budowę własnego portu w Gdyni, co dla pogrążonej w kryzysie Rzeczpospolitej było nie lada wyzwaniem. Dopiero w latach 30-tych, gdy Gdynia stała się już rozwiniętym miastem i nowoczesnym portem, a w polskość Kaszub nikt już nie wątpił, główny ośrodek polskiej myśli morskiej przeniósł się tam, gdzie powinien – czyli na Pomorze.

Morza nie ma, ale są żagle i muzyka


Dziś sytuacja jest już zupełnie inna, niż w burzliwych pierwszych latach funkcjonowania II RP. Polska ma ugruntowany dostęp do morza i własne porty, a także dwie nadmorskie metropolie: Trójmiasto i Szczecin, które wyręczyły śródlądowy Kraków z roli kształtowania polityki morskiej. Sytuacja się unormowała, ale z czasów, kiedy o sprawach morskich z konieczności dyskutowano pod Wawelem (bo Gdańsk i Szczecin były niemieckie, a Gdynia była małą wioską) pozostała wśród krakowian silna tęsknota do wody i wiatru oraz wszystkiego, co związane z Bałtykiem.

Dla tych, którzy nie znają marynistycznych tradycji śródlądowego Krakowa, ogromną niespodzianką jest fakt, że największy w Polsce (i jeden z większych w Europie) festiwali muzyki morskiej odbywa się właśnie pod Wawelem. Krakowski festiwal Szanty już od 30 lat przyciąga wielbicieli morskiej muzyki z całego kraju i zagranicy. A na 300 metrów od głównego budynku Uniwersytetu Jagiellońskiego znajduje się jedna z najbardziej znanych knajp żeglarskich w Polsce – tawerna „Stary Port”, która jest jednym z najważniejszych ośrodków kształtowania kultury i świadomości marynistycznej w Polsce.

W Krakowie działa też ponad 20 klubów żeglarskich, których zawodnicy osiągają imponujące sukcesy na międzynarodowych regatach. Natomiast na krakowskim Uniwersytecie Ekonomicznym od 2009 roku działa Lobby Morskie, które przygotowuje wprowadzenie do programu nauczania na tej prestiżowej uczelni ekonomicznej elementów edukacji morskiej.

Miłość do wody i wiatru wbrew przeszkodom

Niestety, krakowskie władze miejskie niezbyt aktywnie wspierają to upodobanie krakowian do wody i wiatru. Można powiedzieć, że krakowskie żeglarstwo i kultura marynistyczna rozwijają się nie dzięki, ale wbrew polityce miejskiej, która jest delikatnie mówiąc niezbyt przyjazna wodniakom.

W obrębie aglomeracji krakowskiej znajduje się kilka niewielkich akwenów, nadających się do uprawiania żeglarstwa i windsurfingu. Są to: zalew Bagry (praktycznie w centrum miasta), stawy Przylasku Rusieckiego (południowo-wschodnie krańce Nowej Huty, zapomniane przez wszystkich) oraz Kryspinów na terenie podkrakowskiej gminy Liszki (w pobliżu lotniska Kraków-Balice).

Jeśli chodzi o Bagry, to tutaj nie jest tak źle: mimo niewielkich, wręcz mikroskopijnych rozmiarów, nad tym akwenem funkcjonuje jedna z najnowocześniejszych w Polsce przystani żeglarskich, zbudowana w dużej mierze dzięki zaangażowaniu miasta. Jednak należy pamiętać, że Bagry są akwenem śmiesznie małym. Można oczywiście pokusić się o ich powiększenie (przez wybagrowanie ziemi na zachodnich i wschodnich krańcach zalewu), ale w ten sposób akwen da się powiększyć maksymalnie o 20-30%. A to wciąż za mało: powiększony zalew wciąż będzie miał trzysta-czterysta metrów szerokości i nieco ponad kilometr długości, co jest dobrym rozwiązaniem jak na akwen w centrum miasta, ale nie jako najważniejsze jezioro żeglarskie w milionowej metropolii.

Bagry powinny więc pozostać czymś w rodzaju żeglarskiego przedszkola, miejsca pokazów żeglarskich (atut położenia w centrum miasta) oraz miejsca najbliższego, codziennego styku z wodą. Jest to doskonałe miejsce na to, by osoba, która mieszka w „szerokim centrum”, mogła w dzień powszedni skoczyć wieczorem po pracy nad Bagry, by tam pół godzinki popływać sobie na desce lub wpław, lub też po prostu posiedzieć w fajnym miejscu nad zalewem. Ale już dla weekendowych, kilkugodzinnych wypadów nad wodę krakowianie powinni mieć do dyspozycji coś poważniejszego, większego. A więc jezioro, które nie kończyłoby się po dwustu metrach, na którym swobodnie można by pośmigać na desce lub żaglówce, a później zrelaksować się na jego brzegu. Takie duże jezioro rekreacyjno-żeglarskie na miarę wodniackich aspiracji krakowian nie musi wcale być w centrum miasta (jak Bagry czy Zakrzówek), może z powodzeniem znajdować się na obrzeżach aglomeracji. Ale ważne też, w tym celu nie trzeba było wyjeżdżać aż nad Jezioro Orawskie czy Zalew Dobczycki, by takie duże jezioro żeglarskie znajdowało się na terenie aglomeracji krakowskiej, w zasięgu półgodzinnej jazdy samochodem lub maksymalnie godzinnej jazdy komunikacją publiczną.

I takie duże akweny mają szansę na obrzeżach Krakowa powstać - na bazie zalewów w Kryspinowie, Przylasku Rusieckim i Brzegach. Niestety, ta sprawa wydaje się kompletnie nie interesować krakowskich (i podkrakowskich) samorządowców, ani też dziennikarzy. A szkoda, bo Kraków, z całym potencjałem swojej marynistycznej tradycji i przywiązania do wody, może stać się jeśli nie stolicą polskiego żeglarstwa, to przynajmniej jednym z głównych jego ośrodków, co jednak bez fizycznego dostępu do porządnych akwenów żeglarskich na pewno nie nastąpi.

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywać nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto

Czytaj też podobne artykuły z innych serwisów: