
Niedawno przypomniała mi się sytuacja sprzed kilkunastu lat, kiedy jako młody chłopak wybrałem się na wycieczkę z Zakopanego do słowackich Oravic i nie mogłem trafić do przejścia granicznego w Suchej Horze. Spytałem więc o drogę spotkaną w Chochołowie starszą góralkę, która, jak się okazało, mieszkała w tej przygranicznej wsi od urodzenia. Owszem, drogę do przejścia granicznego owa kobieta wskazała mi bezbłędnie, ale na moje pytania dotyczące terenów leżących po drugiej stronie granicy nie potrafiła mi odpowiedzieć. „Nigdy nie byłam na słowackiej stronie, jakoś nie było po co” – odpowiedziała mi rodowita chochołowianka, która całe życie spędziła we wsi leżącej tuż przy samej granicy.














