Wednesday, Jan 18th

Last update:04:49:38 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Najciemniej pod latarnią, czyli dlaczego współpraca transgraniczna kuleje

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Niedawno przypomniała mi się sytuacja sprzed kilkunastu lat, kiedy jako młody chłopak wybrałem się na wycieczkę z Zakopanego do słowackich Oravic i nie mogłem trafić do przejścia granicznego w Suchej Horze. Spytałem więc o drogę spotkaną w Chochołowie starszą góralkę, która, jak się okazało, mieszkała w tej przygranicznej wsi od urodzenia. Owszem, drogę do przejścia granicznego owa kobieta wskazała mi bezbłędnie, ale na moje pytania dotyczące terenów leżących po drugiej stronie granicy nie potrafiła mi odpowiedzieć. „Nigdy nie byłam na słowackiej stronie, jakoś nie było po co” – odpowiedziała mi rodowita chochołowianka, która całe życie spędziła we wsi leżącej tuż przy samej granicy.


Dlaczego o tym piszę? Bo ta anegdota nie jest niczym dziwnym i wyjątkowym, podobne nastawienie ma cała masa innych ludzi. Tak to już jest, że bardzo często nie interesujemy się tym, co mamy tuż za miedzą, za to ciągnie nas do tego, co odległe. Górale nie widzą sensu ani przyjemności w chodzeniu po górach, mieszkańcy Trójmiasta potrafią przez cały rok ani razu nie być na plaży, a krakowskie muzea i teatry często o wiele lepiej znają przyjezdni z innych miast, niż rodowici krakowianie.

Te wszystkie „życiowe prawdy” warto odnieść sprawy, którą żyliśmy przez cały ostatni rok, czyli do polskiej prezydencji w Unii. Prezydencja nauczyła nas, że ta mityczna Unia to wcale nie są jacyś odlegli i abstrakcyjni „oni”, ale jak najbardziej „my”. I że jeżeli tylko chcemy, możemy i powinniśmy aktywnie włączyć się w debatę na temat przyszłości nie tylko Unii jako całości, ale także jej funkcjonowania na tych odcinkach, które najbardziej nas dotyczą. W naszym przypadku taką sprawą jest niewątpliwie realizowana przy wsparciu z UE (a więc również z naszych podatków) polsko-słowacka współpraca transgraniczna, co do której osobiście mam wiele zastrzeżeń.

Co do zasady wszystko jest w porządku: Unia wspiera jak może proces zbliżenia do siebie dwóch europejskich krajów i społeczeństw, Polski i Słowacji. Robi to poprzez euroregiony oraz program współpracy transgranicznej Polska-Słowacja. Mam jednak wrażenie, że nikt specjalnie nie zadaje sobie trudu, by zastanowić się nad efektywnością tej współpracy. Czy mimo ogromu środków wydanych na ten program, Polska i Słowacja zbliżyły się do siebie w sposób istotny? Moim zdaniem nie, bo nie rozwiązano podstawowego problemu: barier transportowych. A skoro tak trudno jest dojechać ze Słowacji do Polski inaczej, niż własnym autem, to znaczenie wszystkich pozostałych osiągnięć nieco blednie.

Moim zdaniem jedną z przyczyn fiaska współpracy są złe założenia, które legły u podstaw unijnego programu Polska-Słowacja. Autorzy skądinąd logicznie zakładali, że te środki należy powierzyć społecznościom lokalnym, przygranicznym, które logicznie rzecz biorąc powinny być najbardziej zainteresowane taką współpracą. Powinny, ale jak widać nie są. Wydaje się, że bardziej na współpracy ze Słowacją zależy mieszkańcom i samorządom Krakowa, Warszawy czy Katowic, a nie Zakopanego czy Nowego Targu. Tym bardziej, że na poziomie lokalnym, w rejonie Tatr, Orawy i Spisza, mamy często do czynienia z tlącymi się animozjami rodem z czasów przedwojennych.

Dlatego wydaje mi się, że formuła funkcjonujących na naszym pograniczu Euroregionów powinna być rozszerzona terytorialnie. Myślę, że te organizacje działałyby o wiele lepiej, gdyby ich polska siedziba mieściła się np. w Krakowie i Katowicach, zamiast w Nowym Targu, a po stronie słowackiej np. w Koszycach zamiast w Kieżmarku. Do współpracy polsko-słowackiej szerzej powinno zostać włączone zaplecze intelektualne wielkich miast, w tym organizacji pozarządowych, think tanków i środowisk akademickich Krakowa, Koszyc, Bratysławy. W takich sprawach również swój głos powinny mieć organizacje mniejszości narodowych: polskiej na Słowacji i słowackiej w Polsce. Nie oszukujmy się: w miastach takich jak Nowy Targ i Kieżmark takiego zaplecza intelektualnego brakuje, a lokalne społeczności często po prostu nie są zainteresowane współpracą z sąsiadem. Taki potencjał dla rozwoju współpracy polsko-słowackiej istnieje natomiast w Krakowie, Bratysławie czy Koszycach, skąd pewne kwestie widać lepiej i bez zbędnych animozji.

Artykuł pochodzi z miesięcznika Polaków na Słowacji "Monitor Polonijny" - www.polonia.sk

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

----

Zobacz też:

Noclegi w Bratysławie

Hotele w Wiedniu

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto