
W powszechnym odczuciu stosunki polsko-słowackie są wyjątkowo dobre, a między naszymi narodami panuje sympatia i nie ma konfliktów. Owszem, na tle problematycznych stosunków polsko-rosyjskich czy słowacko-węgierskich, polsko-słowackie sąsiedztwo wydaje się być idyllą. Powiedziałbym, że panuje wręcz jakieś tabu na otwartą krytykę w tej dziedzinie, mimo iż odrobina krytycznego podejścia do opisu stosunków polsko-słowackich czasem by się przydała.
Nasuwa się tu znana zasada, że „pozytywnie lub wcale” zwykle mówi się o nieboszczykach. I pod wieloma względami ta analogia jest na miejscu, gdyż jeśli mielibyśmy opisać jednym słowem stan stosunków polsko-słowackich, to najbardziej na miejscu byłoby słowo „obojętność”. Albo powierzchowność. Mówiąc obrazowo, dla Polaków Słowacja to tylko sympatyczny urlop w górach, a dla Słowaków nasz kraj to tanie zakupy, Oświęcim i Papież. I na takim słodko-cukierkowym obrazie, nieco zresztą infantylnym, opis naszego sąsiedztwa się kończy. Nie ma co prawda między naszymi narodami konfliktów, ale z drugiej strony zupełnie nie wykorzystujemy tego ogromnego potencjału, jaki daje polsko-słowacka współpraca, na przykład w sferze gospodarki i logistyki.
Prosty z brzegu przykład – transport. Skoro jesteśmy takimi przyjaciółmi, dlaczego między Polską a Słowacją nie ma bezpośrednich połączeń kolejowych, dlaczego są tak wielkie problemy biurokratyczne z otwarciem lokalnych transgranicznych połączeń autobusowych (np. Kraków – Poprad)? Warto również wspomnieć o stale aktualnej koncepcji, by polskie porty morskie były „oknem na świat” dla słowackich towarów. Jak do tej pory nic z tego nie wyszło, również dlatego, że polityka transportowa Polski marginalizuje połączenia ze Słowacją i vice versa. Również w rozmowach dotyczących przebiegu korytarza transportowego Bałtyk-Adriatyk preferowana jest trasa przez Czechy (Katowice – Ostrawa – Brno – Wiedeń) i niedoceniany jest potencjał słowackiego wariantu tej trasy (Kraków – Słowacja – Budapeszt). Identyczna sytuacja jest z projektem kanału Odra – Dunaj, gdzie niemal wyłącznie mówi się o wariancie czeskim (przez rzekę Morawę), zapominając, że istnieje i jest już o wiele bardziej zaawansowany wariant słowacki (przez rzekę Wag).
Powyższe przykłady wyraźnie pokazują, że w kwestiach gospodarczych i infrastrukturalnych Polacy bardzo dobrze dogadują się z Czechami i równocześnie brakuje takiego zainteresowania współpracą na linii polsko-słowackiej. Efekt jest widoczny i odczuwalny już dziś: jest nim marginalizacja Słowacji jako kraju tranzytowego na kierunku północ-południe i spowodowane tym problemy komunikacyjne, które dotyczą nas wszystkich. Teoretycznie Słowacja ma doskonałe położenie geograficzne i można by oczekiwać, że doskonałe stosunki polsko-słowackie i polsko-węgierskie zaowocują powstaniem magistrali kolejowej Warszawa – Koszyce – Budapeszt – Bałkany oraz autostrady Kraków – Budapeszt przez Orawę i Bańską Bystrzycę. W praktyce zwyciężyła inna opcja: z Rzeszowa do pobliskich Koszyc musimy podróżować przez Katowicę i Ostrawę (mam tu na myśli osoby, które nie posiadają auta), bo polsko-słowacka współpraca w dziedzinie transportu nie jest tak rozwinięta, jak by na to wskazywał potencjał naszego sąsiedztwa.
O czym to wszystko świadczy? O wszystkim, tylko nie o tym, że stosunki polsko-słowackie są idealne i pozbawione problemów. Warto, abyśmy to zauważyli i zaczęli coś z tym robić. Z pewnością przydałoby się nam więcej polsko-słowackich konferencji i debat na temat naszej współpracy, więcej środków na publikacje eksperckie. Przy czym wcale nie chodzi tu wyłącznie o wydarzenia kulturalne i inne projekty podkreślające, jak bardzo się lubimy, ale właśnie o taki trochę krytyczny pogląd na nasze sąsiedztwo, połączony z chęcią poszukiwania rozwiązań nabrzmiałych problemów.
Jest tajemnicą poliszynela, że tak potrzebne nam linie autobusowe Kraków – Poprad, Rzeszów – Koszyce czy Bielsko-Biała – Żylina już dawno by z powodzeniem funkcjonowały, gdyby nie pewne biurokratyczne przeszkody, o których nikt głośno nie mówi, a o których wszyscy zainteresowani dobrze wiedzą. Może więc warto skończyć z konwencją: o Polsce i Słowacji dobrze albo wcale i zacząć głośno mówić o tym ważnym dla nas problemie, starając się znaleźć jego przyczyny i możliwe rozwiązania?
Jakub Łoginow
Źródło: Monitor Polonijny - pismo Polaków na Słowacji. Wrzesień 2011
| następna » |
|---|













Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.