Friday, Oct 31st

Last update:03:15:29 PM GMT

You are here:

Podział administracyjny Słowacji - w oczekiwaniu na reformę

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 9
SłabyŚwietny 

Mikroskopijne gminy, pozbawione kompetencji powiaty oraz zbyt duże, sztucznie skrojone województwa – to główne bolączki słowackiego samorządu terytorialnego. Nasi południowi sąsiedzi wciąż czekają na reformę administracyjną, podobną do tej, którą w 1998 roku przeprowadził w Polsce rząd Jerzego Buzka.

Podział terytorialny Słowacji, podobnie jak w Polsce, jest trójstopniowy. Odpowiednikiem naszych gmin, powiatów i województw są: obce, okresy i kraje. Za czasów Czechosłowacji, pod koniec jej istnienia, Słowacja była podzielona na trzy wielkie kraje (województwa): zachodniosłowacki, środkowosłowacki i wschodniosłowacki. Obecny podział administracyjny jest efektem reformy, przeprowadzonej w 1996 roku przez autorytarny rząd Vladimira Mečiara; w jej efekcie powstało osiem krajów: Bratysławski, Trnawski, Nitrzański, Trenczyński, Żyliński, Bańskobystrzyski, Preszowski i Koszycki. Nie była to jednak reforma samorządowa, a jedynie terytorialna: nowe kraje miały ustrój podobny do polskich 49 województw – były organami władzy państwowej, rządzonymi przez namiestników delegowanych przez rząd w Bratysławie, bez żadnych oznak samorządności.

Ówczesna reforma terytorialna doprowadziła do stworzenia sztucznych regionów, których granice nie mają uzasadnienia historycznego ani geograficznego. Jednym z głównych celów, które przyświecały autorom tej reformy, było takie nakreślenie granic regionów, by w żadnym z nich mniejszość węgierska nie stanowiła więcej, niż 25% ludności (oczywiście nikt tego nie powiedział oficjalnie). Wskutek tych zmian, zostały rozdzielone naturalne regiony geograficzne i historyczne. Na przykład dosyć jednolite pod każdym względem Zahorie zostało podzielone pomiędzy Kraj Bratysławski i Trnawski, Nizina Naddunajska leży obecnie w granicach trzech krajów (Bratysławski, Trnawski, Nitrzański), a związane od zawsze z Nitrą i Bańską Bystrzycą miasto Previdza zostało w sposób sztuczny włączone do Kraju Trenczyńskiego. Obecny podział administracyjny na kraje (województwa) ignoruje też naturalne granice między regionami, czyli granie łańcuchów górskich. Jedyną naturalną granicą międzyregionalną, która została zachowana w tym podziale, jest łańcuch Tatr Niżnych, który rozdziela Kraj Żyliński od Bańskobystrzyckiego.

Również wybór miast wojewódzkich był dosyć arbitralny. O ile Koszyce czy Żylina są dosyć dużymi miastami, a Bańska Bystrzyca od zawsze była stolicą Środkowej Słowacji, to już Trnawa czy Trenczyn dostały status stolicy regionu trochę na wyrost. Wielu Słowakom nie podoba się, dlaczego niektóre około pięćdziesięciotysięczne miasta zostały wyróżnione jako miasta wojewódzkie, a inne, niewiele mniejsze i również pełniące regionotwórczą rolę (Poprad, Michalovce) takiej szansy na rozwój nie dostały.

Omawiając podział administracyjny na Słowacji należy naznaczyć, że u naszych południowych sąsiadów istnieje zupełnie inne poczucie odległości, niż w Polsce. Jadąc pociągiem z Krakowa do Wrocławia, przeciętny Polak powie, że mijając Opole jest już niedaleko celu. „Już dojeżdżam, jeszcze tylko 150 km i będę na miejscu” – takie słowa, zupełnie naturalne w polskich realiach, na Słowacji byłyby zupełnie nie do pomyślenia. Sto pięćdziesiąt kilometrów – to odległość, która na Wschodniej Słowacji dzieli polską i węgierską granicę. Bratysławę i Koszyce, dwie słowackie metropolie, leżące na przeciwległych biegunach kraju, dzieli około 400 km okrężną trasą (ok. 300 km mniejszymi drogami) – a w odczuciu Słowaków jest to tak samo wielka odległość, jak dla Polaków – dystans dzielący Kraków od Trójmiasta (600 km).

Ponadto Słowacja w dużo większym stopniu, niż Polska, jest krajem wiejskim. Mianem metropolii określa się u naszych sąsiadów miasto wielkości Rzeszowa, Olsztyna lub nawet Słupska (np. Koszyce, Żylina, Bańska Bystrzyca), a miasta 30-50 tysięczne (Poprad, Michałowce, Martin) pełnią taką samą funkcję regionotwórczą, jak polskie stutysięczniki (Elbląg, Koszalin, Radom). Jedyne tak naprawdę duże miasta (w polskim rozumieniu) – to Bratysława i Koszyce. Cała reszta kraju żyje w sposób typowy dla małomiasteczkowego i wiejskiego stylu życia – w tym sensie, że przejazd 100-150 km jest traktowany jako wielka wyprawa, a w związku z tym odległe o 150 km miasto wojewódzkie jest traktowane jako obce i dalekie.

Z tego względu, dla mieszkańców Spisza punktem odniesienia i stolicą regionu jest Poprad, ale już zupełnie nie Preszów (stolica ich województwa) – niewiele większy od Popradu, za to położony, w świadomości spiszaków, daleko na wschodzie. Mieszkańcy Michałowic, Medzilaborców czy Sniny traktują słowa „Koszyce” i „daleko” jako synonimy. Z kolei dla mieszkańców Górnej Orawy stolicą regionu nie jest żadna Żylina, ale mniejszy, bliższy i swojski Dolny Kubin, ewentualnie trochę większy i ważniejszy Rużomberok.

To wszystko powoduje, że przeważająca większość mieszkańców Słowacji nie identyfikuje się z formalnymi krajami, do których należą – co jest szczególnie widoczne podczas wyborów do krajskich sejmików, w których frekwencja jest znikomo niska.

Jaka jest w takim razie alternatywa wobec obecnego podziału administracyjnego? Wielu specjalistów wskazuje na potrzebę powrotu Słowacji do historycznego podziału na żupy, których stolicą byłyby miasta 30-50 tysięczne, bliższe zwykłym ludziom. Często wymienia się liczbę 16 regionów, jako optymalną dla Słowacji. W takim wariancie status miasta wojewódzkiego uzyskałyby, między innymi: Poprad (stolica Żupy Spiskiej), Martin, Rużomberok, Michałowce, Humenne, Komarno czy Zwoleń.

Mówiąc o podziale Słowacji na osiem krajów, trzeba też wspomnieć o jednym niuansie. Mianowicie, kraje powstały w 1996 roku jako terytorialne jednostki administracji RZĄDOWEJ, bez oznak samorządności (analogia polskich 49 województw). Rząd Mikulasza Dzurindy w 2001 roku przeprowadził natomiast reformę samorządową, w pewnym stopniu analogiczną do tej, którą w 1998 roku w Polsce zrealizował rząd Jerzego Buzka. Na jej mocy, od 1 stycznia 2002 kraje stały się samorządowe (Samospravný kraj, vyšší územný celok– VUC). Rząd Dzurindy zastanawiał się nad zmianą podziału administracyjnego, a więc np. wprowadzeniem 16 żup, ale ostatecznie skończyło się na zwykłym usamorządowieniu istniejących struktur i przekazaniu im więcej kompetencji.

Jedną z przyczyn zachowania status quo podczas reformy samorządowej z 2002 roku była obawa przed stworzeniem samorządowych regionów, w których większość mieliby etniczni Węgrzy. Gdyby wprowadzić podział Słowacji na 16 żup, w kilku z nich (ze stolicą w Komarnie, Dunajskiej Stredzie czy Szturowie) dominowałaby mniejszość węgierska. W opinii słowackich nacjonalistów, Węgrzy od razu wykorzystaliby okazję i zażądaliby dla swoich regionów autonomii, wzmogłyby się również nastroje separatystyczne. I chociaż rząd Dzurindy nie ulegał antywęgierskiej fobii, presja opozycji i nastrojów społecznych była zbyt silna, przez co reforma została na wszelki wypadek zaniechana.

Podczas gdy słowackie regiony są zbyt wielkie, to na lokalnym poziomie panuje problem przeciwnego rodzaju. Słowacja, w przeciwieństwie do Polski, nie przeprowadziła reformy gminnej. W przeważającej większości słowacka gmina (obec) obejmuje obszar jednej wsi. Jaka jest efektywność władzy samorządowej w gminie Sucha Hora, składającej się ze wsi Sucha Hora wraz z okolicznymi polami i lasami i mającej zaledwie kilkuset mieszkańców, nietrudno się przekonać. Budżet takiej gminy jest na poziomie naszego funduszu sołeckiego i wystarcza zaledwie na utrzymanie samego urzędu gminy i ewentualnie domu kultury – o wydatkach inwestycyjnych można w takim przypadku zapomnieć. Zresztą, w małej wiosce trudno jest znaleźć kompetentne kadry, które sprostałyby wyzwaniom zarządzania gminą, umiałyby pozyskiwać środki unijne itp. Co prawda małe gminy, odpowiedniki polskich sołectw, mogą na zasadzie dobrowolności przyłączać się do okolicznych miasteczek tworząc „miejskie części” lub „katastralne terytoria”, ale jak do tej pory mało gmin się na taką fuzję zdecydowało.

Pomiędzy gminami (obce) a województwami (kraje) jest jeszcze szczebel powiatowy (okres), jednak słowackie powiaty funkcjonują wyłącznie jako jednostki statystyczne. Na Słowacji nie ma urzędów powiatowych, rad powiatów itp. – ich rolę pełnią natomiast samorządy obci lub krajów.

Czy dojdzie na Słowacji do reformy administracyjno-terytorialnej, która uporządkuje niejasne kwestie? Wszystko wskazuje na to, że jeśli już, to nie w tej kadencji. Szansa na reformę była w 2001 roku, później nie było sprzyjającego klimatu. Obecnie o konieczności reformy mówią już tylko eksperci, natomiast nie jest to kwestia debaty publicznej ani temat poruszany w kampaniach wyborczych. Rząd Ivety Radiczovej postawił sobie za cel przede wszystkim uzdrowienie gospodarki i reformę sądownictwa, a na uporządkowanie tych spraw zaplanował czas do 2013 roku. Jeśli więc temat reformy samorządowo-terytorialnej w ogóle powróci, to stanie się to najwcześniej w kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi w 2014 roku, o ile oczywiście odbędą się one w przepisowym, a nie przyspieszonym terminie.

Komentarze  

 
+2 #1 TomaszP 2012-09-15 18:51
Bardzo ciekawy artykuł. Pozwolił mi lepiej zrozumieć zawiłości słowackiego podziału terytorialnego i jego percepcję u Słowaków.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

----

Zobacz też:

Noclegi w Bratysławie

Hotele w Wiedniu

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto