Sunday, Feb 19th

Last update:04:36:18 PM GMT

You are here:

Please enable JavaScript!
Bitte aktiviere JavaScript!
S'il vous plaît activer JavaScript!
Por favor,activa el JavaScript!
antiblock.org

Kryzys grecki i imigranci z Południa – tym żyją słowackie media

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Fot. porteuropa.eu

O czym można przeczytać w dziale „zagranica” słowackich gazet i tygodników? Prawie nic o Polsce i nie tak wiele o Ukrainie. Podczas gdy polscy dziennikarze bardzo dużo miejsca poświęcają wojnie w Donbasie, za to rzadziej informują o kryzysie greckim i imigrantach, lista priorytetów na Słowacji jest dokładnie odwrotna.

 


Przez Grecję upadł poprzedni rząd Słowacji

To, że problemy Grecji ciekawią słowackich dziennikarzy bardziej, niż wojna w Donbasie, ma swoje logiczne uzasadnienie. Polska może przyglądać się greckiej tragifarsie nieco z boku, problem ten dotyczy nas tylko pośrednio. Słowacja jako członek strefy euro jest natomiast w zupełnie innej sytuacji, a pytanie: pomagać Grecji czy nie, już od 2010 roku jest jednym z najważniejszych tematów wewnętrznej słowackiej polityki.

Najgorętsze debaty w tej kwestii toczyły się na Słowacji w latach 2010-11, gdy Unia przygotowywała pierwsze mechanizmy pomocowe dla Grecji i innych krajów niezdyscyplinowanego fiskalnie Południa. Do wspólnego koszyka miały się zrzucić wszystkie kraje strefy euro, w tym relatywnie niezamożna Słowacja. To właśnie wywołało kontrowersje: wielu publicystów oraz polityków (na czele z liberałem Richardem Sulikiem) uznawało za absurd fakt, że zarabiający przeciętnie ok. 800 euro Słowacy mają pomagać krajowi, w którym mimo kryzysu za takie pieniądze nikt nie chciał pracować. Po pięciu latach oszczędności i cięć socjalnych sytuacja jest już inna, ale wówczas minimalne wynagrodzenie w Grecji było większe, niż średnia pensja Słowaków, a przeciętne emerytury Greków wynosiły ponad 1000 euro – o takich sumach Słowacy mogli tylko pomarzyć. W dodatku Słowacy mieli za sobą 8 lat dość bolesnych ultraliberalnych reform ekipy Dzurindy-Miklosza oraz wdrażali kolejny pakiet oszczędnościowy zaserwowany przez gabinet Ivety Radiczovej. W tym samym czasie Grecy bardzo niechętnie (to delikatne słowo) godzili się na podobne rozwiązania, równocześnie domagając się pomocy i solidarności od strefy euro – w tym od biedniejszych Słowaków, których ta sytuacja mocno irytowała.

Kwestia „pomagać Grekom czy nie” podzieliła słowacką scenę polityczną w poprzek podziałom partyjnym. Zwolennikiem okazania solidarności był ustępujący w 2010 roku pierwszy gabinet Roberta Fico, który mimo swej populistycznej retoryki dość karnie wypełniał polecenia płynące z Berlina i Brukseli. Podobną optykę miało większość sił tworzących powołany w maju 2010 rząd Ivety Radiczovej – z wyjątkiem ultraliberalnej partii SaS (Wolność i Solidarność) Richarda Sulika. Ta rozbieżność poglądów w ramach koalicji stała się przyczyną kryzysu, a następnie upadku rządu Radiczovej pod koniec 2011 roku. Iveta Radiczova postawiła poparcie dla unijnego pakietu pomocowego na ostrzu noża, powiązując je z czymś na kształt wotum zaufania dla swojego gabinetu. Sulikowcy nie ugięli się pod presją szefowej rządu i zagłosowali przeciw, czym de facto doprowadzili do upadku rządu. Ostatecznie pakiet pomocowy przeszedł dzięki „wsparciu”, które okazał rządowi opozycyjny Smer pod warunkiem rozpisania przedterminowych wyborów. W taki oto sposób sprawa grecka doprowadziła do upadku rządu Radiczovej i wyborów w marcu 2012, w których Smer odniósł spektakularny sukces i zyskał bezwzględną większość miejsc w 150-osobowym parlamencie.

Już choćby z tego względu sprawy greckie zajmują o wiele więcej miejsca w słowackiej prasie i debacie publicznej, niż ma to miejsce w Polsce. Dziś zresztą wiele osób przyznaje Sulikowi rację: po czterech latach widać, że sprawdziły się jego słowa o tym, że pakiet pomocowy nic nie da, a Grecja będzie dla całej Unii studnią bez dna. Co jednak wcale nie przekłada się na poparcie w sondażach – badania dają SaS małe szanse na przekroczenie pięcioprocentowego progu na przyszłorocznych wyborach.

Imigranci rozpalają emocje

Podczas gdy uwaga polskich mediów jest raczej skupiona na imigrantach z Ukrainy, słowacką opinię publiczną rozpalają problemy imigracji z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Przy czym w większym stopniu można tu mówić o irracjonalnym strachu przed czymś, czego jeszcze nie ma i nie wiadomo czy będzie, niż o realnym problemie społecznym. Na europejskich salonach ogromne zażenowanie wywołała antyimigracyjna histeria z udziałem premiera Roberta Fico i ministra spraw wewnętrznych Roberta Kaliniaka. Ostatecznie Słowacja zgodziła się zaprosić na stałe około 200 Imigrantów – wyłącznie chrześcijan z Syrii oraz przejściowo przyjąć 500 imigrantów z przepełnionego austriackiego obozu dla osób oczekujących na azyl.

Nawet te niewielkie liczby wywołały jednak w słowackim społeczeństwie histerię o takiej skali, jakby Słowację miały zalać setki tysięcy islamistów. W słowackich miastach odbywały się dość głośne antyimigracyjne pochody, inspirowane przez środowiska nacjonalistyczne i neofaszystowskie. Nacjonaliści na tej całej histerii wygrali najwięcej – zwłaszcza prorosyjska partia SNS, której poparcie waha się wokół 7-9% i która może po przyszłorocznych wyborów nie tylko wejść do parlamentu, ale i do koalicji rządowej ze Smerem.

Media o Ukrainie: mniej reportaży wojennych, więcej pomocy humanitarnej

Słowackie media interesują się także wojną na Ukrainie, chociaż w mniejszym stopniu, niż polscy dziennikarze. W tym przypadku jednak mniej oznacza więcej: chociaż Słowacy darzą Ukrainę o wiele mniejszą sympatią, niż Polacy, są oni bardziej skłonni do udzielania Ukraińcom pomocy humanitarnej. Dotyczy to zarówno pomocy udzielanej przez społeczeństwo, jak i przez rząd. Rozmiar słowackiej pomocy dla Ukrainy liczony w różnych wskaźnikach jest tylko dwu-trzykrotnie mniejszy, niż polskiej pomocy dla tego kraju, przy ośmiokrotnie mniejszej liczbie mieszkańców. Słowacy bardzo chętnie włączają się w takie działania, jak organizacja konwojów humanitarnych do Donbasu, obozów wypoczynkowych dla ukraińskich dzieci czy przyjmowania Ukraińców na bezpłatne studia.

Ma to również swoje odzwierciedlenie w przekazie medialnym. W polskich mediach jest nieporównywalnie więcej reportaży czy korespondencji bezpośrednio z Ukrainy, zwłaszcza ze strefy walk, często o sensacyjnym zabarwieniu. W słowackiej prasie relacji z Ukrainy jest dużo mniej, częściej natomiast można przeczytać o konkretnych przejawach pomocy Ukraińcom, na przykład reportaże o ukraińskich dzieciach poszkodowanych przez wojnę, wypoczywających na Słowacji dzięki pomocy miejscowych aktywistów.

Jakub Łoginow

---

Zobacz też:

Bezpłatny e-kurs języka słowackiego

Język słowacki. Podręcznik dla początkujących

Bratysława i Wiedeń. Przewodnik po sercu Europy

 

 

Komentarze  

 
-1 #1 jubus 2015-08-16 08:44
Wynika z tego, że Słowacy są pragmatykami. Nie dają się nabierać na liberalno-populistyczne hasła, a jednocześnie nie chcą dawać poparcia radykałom (jak LS-NS). Ale swoją mądrość jednocześnie mają, bo na 200 "imigrantach" się na pewno nie skończy.
Osobiście to Słowacja, ma podobny stosunek do tych kwestii co Czechy, nie wiem czy to dobrze czy źle. Nie jest prawdą, co pisał autor, że Słowacja jest "prorosyjska", to liberalno-prounijny bełkot.
Cieszy, że przekaz medialny na Słowacji jest stonowany, nienawidzę tej paranoi, związanej z Rosją czy Ukrainą, która wiele razy gościła w mediach. Nie widzę też, aby na Słowacji była tak namolna, prounijna propaganda jak w Polsce. A może się mylę?
Cytować
 
 
+1 #2 xelen 2015-08-16 14:52
Naše média nepíšu veľmi o Ukrajine, lebo sme unavení tamojšou situáciou. A navyše naši politici málo deklarujú príslušnosť k EU a k NATO. Nechcú pohnevať Rusko. Bez ohľadu, čo si myslíme my Slováci. Iba prezident je náš.
Cytować
 
 
-1 #3 jubus 2015-08-17 17:21
Cytuję xelen:
Naše média nepíšu veľmi o Ukrajine, lebo sme unavení tamojšou situáciou. A navyše naši politici málo deklarujú príslušnosť k EU a k NATO. Nechcú pohnevať Rusko. Bez ohľadu, čo si myslíme my Slováci. Iba prezident je náš.

Z tego co zrozumiałem, to wasze media po prostu zajmują się tym, co dotyczy Słowacji i nie wdają się w żadne obce gierki. Słowacja to suwerenny naród, a nie popychadło UE i NATO. Rosję można krytykować, ale należy też zachować umiar, żeby nie wyszła jakaś dzika propaganda, taka jak w Polsce.
Cytować
 
 
0 #4 xelen 2015-08-17 18:43
Jubus, mám pocit, že u nás sa ku konfliktu na Ukrajine dnes vyjadrujú len proruské komentáre pod článkami. Bol by som rád, ak by naši politici tútu situáciu vyvažovali. Podľa mňa je fajn, že viete kde stojíte. Kam patrítee. U nás to nik nepovie.
Cytować
 
 
0 #5 jubus 2015-08-18 08:36
Ale polityka Słowacji, podobnie jak Węgier mi się podoba. To Polska popełniła błąd, bo się angażowała, niepotrzebnie, zamiast siedzieć cicho i po cichu pomagać. Politykę się prowadzi po cichu, a nie w telewizji czy za pomocą mediów.
Cytować
 
 
0 #6 ondrus 2015-08-30 22:03
Na Słowacji w odróżnieniu od Polski cicho o sprawach rosyjskich, bo Rosja nigdy żadnych pretensji do Słowacji nie zgłaszała i nie zgłasza. A więc nie represjonowała Słowacji, nie odbierała jej państwowości, nie niszczyła jej kultury, nie rusyfikowała itd., itp. Tak więc w przeciwieństwie do Polski może ona sobie pozwolić na luksus milczenia na temat Rosji.
Cytować
 
 
0 #7 jubus 2015-08-31 07:14
To prawda, ale rolę Rosji, na Słowacji odgrywają za to Węgry, a w Czechach, Austria. To przecież Węgrzy, przez niemal 1000 lat, ciemiężyli Słowaków. Podobnie jak Austriacy, Czechów, A Szwedzi Finów.
Zresztą w Polsce, za bardzo krytykuje się Rosję jako okupanta, a za mało Niemców i Austrię. To co denerwuje to pokazywanie rozbioru austriackiego i niemiecko-pruskiego jako "pozytywnego". Jak okupacja może mieć wymiar pozytywny? To tylko zdrajca lub volksdojcz może pozytywnie się odnosić do kraju/ów który nas okupował, rozbierał (razem z Rosją)ciemiężył , mordował, robił z nas parobków.
To Austria jest winna temu, że Słowacja, Węgry są "prorosyjski". Precz z Austrią!
Cytować
 
 
0 #8 jubus 2015-08-31 07:17
Święte słowa Romana Dmowskiego o Rosji i Niemczech, są po dziś dzień aktualne. Rosja zagraża co najwyżej Polakom, mieszkającym na Białorusi, Ukrainie (w Donbasie szczególnie), w mniejszym stopniu na Łotwie (spora mniejszość)czy Litwie. A Polsce? A po co Rosji, kolonia niemiecka, bo takim krajem jest dzisiaj Polska. Precz niemiecką okupacją i niszczeniem polskiej kultury i gospodarki przez UE.
Cytować
 
 
0 #9 jubus 2015-08-31 07:20
Finlandia jest doskonałym przykładem na pragmatyzm i racjonalizm w relacjach z Rosją. Finowie nie lubią Rosji jako kraju, ale i tak uważają to państwo za mniejsze zło, bo wrogiem historycznym i okupantem nr.1 są Szwedzi. Wystarczyłoby wziąśc z Finów (jeden z najbogatszych krajów świata, a nie żadna hołota)i pluć na NIemców, a z dobre relacje utrzymywać z Rosją, Ukrainą i Białorusią. Wobec Wschodu, dla Polski nie ma alternatywy, podobnie jak Południa i Północy. To zachód jest naszym wrogiem, a pozostałe kierunki, naszą szansą na przetrwanie i rozwój. Pora to zrozumieć.
Cytować
 
 
0 #10 jubus 2015-08-31 07:22
Jeszcze dodam, w tym wątku, że chylę czoła przed Robertem Fico. Chociaż ex-komunista, to jednak patriota, nie chodzący na pasku innych mocarstw. Wczoraj w odpowiedzi na anty-środowkoeuropej ski język nienawiści ze strony Francji (i generalnie UE), za rzekomą "podłość" w sprawie imigrantów, Fico napisał wprost- Francja rozwaliła Libię i Syrię (tak było, są dowody)to niech Francja przyjmuje wszystkich Libijczyków i Syryjczyków.
Chciałbym, że Polska miała takiego premiera jak Fico, Orban czy Soubotka.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

----

Zobacz też:

Noclegi w Bratysławie

Hotele w Wiedniu

Spodobało się? Jesteś tu pierwszy raz? Zostań z nami na dłużej! Zapisz się na newsletter (w każdej chwili możesz się wypisać) i polub naszą stronę na Facebooku:

www.facebook.com/porteuropa.eu

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto