
Nie autostrady i stadiony, ale przejścia graniczne na granicy z Ukrainą są naszą piętą achillesową w przygotowaniach do Euro-2012. Gdy w 2007 roku przyznano nam prawo do organizacji mistrzostw, w obu krajach powstał ambitny grafik budowy ośmiu nowych przejść granicznych i poskromienia wszechwładnego przemytu.Dziś widać, że z tych planów nie zostało nic – inwestycje utknęły w biurokratycznym bałaganie, a na granicy kierowcy nadal czekają w wielogodzinnych kolejkach.
Jak to się stało, że w ferworze przygotowań do Euro-2012 zupełnie zapomnieliśmy o patologicznej granicy, która jest bądź co bądź wizytówką naszego kraju? Przygotowania do mistrzostw mogły stać się impulsem, by wreszcie rozwiązać problem granicy systemowo i raz na zawsze pozbyć się patologii. Niestety, znów wybraliśmy prowizorkę i udajemy, że na granicy wszystko jest w porządku.
Czytaj więcej w najnowszym wydaniu tygodnika "Polityka". Na stronie 48 - artykuł "Granica wstydu" autorstwa Jakuba Łoginowa, redaktora portalu "Port Europa" i korespondenta zagranicznego kijowskiego tygodnika "Dzerkało Tyżnia".
Zachęcamy do lektury! Jeśli nie możesz kupić papierowego wydania, skorzystaj z wersji elektronicznej.
O sytuacji na granicy polsko-ukraińskiej możesz również przeczytać w zakładce Granica polsko-ukraińska na naszym portalu.
| « poprzednia | następna » |
|---|












