
Europa odgrodziła się szczelnie od Ukraińców wizami, więc nasi wschodni sąsiedzi masowo podróżują do Turcji, Emiratów, Egiptu i Tajlandii. Wyjazdy do egzotycznych krajów stały się dominującym punktem oferty ukraińskich biur podróży, specjalizujących się w turystyce zagranicznej. A kijowskie lotnisko Boryspil stało się ważnym hubem pasażerskim, oferującym najlepsze w Europie Środkowej (obok Wiednia) możliwości lotów do Emiratów i innych egzotycznych destynacji.
Wbrew powszechnej opinii, głównym problemem w reżimie wizowym nie jest wcale wysoka cena wizy, która wynosi 35 eur dla obywateli Ukrainy i 60 eur dla obywateli Białorusi. Nie należy wierzyć statystykom, wskazującym na głodowe pensje Ukraińców. Oczywiście sytuacja ukraińskiej wsi i małych miasteczek jest wręcz tragiczna, ale poziom zarobków w miastach powyżej 200 tysięcy mieszkańców nie odbiega aż tak bardzo od polskiej średniej krajowej, a w wielu przypadkach ją przewyższa (np. Kijów).
Przyczyna jest prosta – nieprawdopodobnie wysoki poziom szarej strefy. Otóż w sektorze prywatnym dominuje praktyka wypłacania oficjalnej pensji na poziomie minimalnego wynagrodzenia, a reszty – w kopercie, unikając dzięki temu wysokich podatków oraz kontroli złośliwych i skorumpowanych urzędników skarbówki. Tak więc przeciętny, wykształcony mieszkaniec dużego miasta zarabia oficjalnie równowartość 500-1000 złotych, a w rzeczywistości: 1500-4000 tysiące. Dla tej kategorii społeczeństwa, a to właśnie ci ludzie najczęściej podróżują turystycznie, wydanie 35 eur na wizę naprawdę nie jest aż takim problemem, jak to się przedstawia w polskich mediach, pod warunkiem, że jest to wyjazd na tydzień lub dłużej. Oczywiście, inną sprawą jest wydatek 35 eur na wizę tylko po to, by pojechać na jeden-dwa dni ze Lwowa do Krakowa – wtedy rzeczywiście dodatkowy wydatek 350 hrywien jest poważnym obciążeniem.
Prawdziwy problem z wizami polega jednak na czym innym: na złośliwości urzędników w konsulatach, poniżającym traktowaniu, konieczności przedstawienia całej kupy zaświadczeń i papierków (zaproszenia, vouchery i inne). To wszystko trwa co najmniej miesiąc i dużo kosztuje. Należy liczyć, że rzeczywisty koszt wyrobienia wizy to przeważnie nie 35 eur, ale 150-200 eur – tyle właśnie liczą sobie mniej lub bardziej legalni pośrednicy wizowi, którzy oferują usługę załatwienia wizy szybko, łatwo i przyjemnie. A teraz proszę się postawić w podobnej sytuacji i odpowiedzieć na proste pytanie: czy zarabiając nawet 3000 złotych netto wybrał(a)byś się na narty na Słowację, gdyby oprócz kosztu samego noclegu, dojazdu, wyżywienia itp. doszedł jeszcze koszt 600-800 złotych na wizę?
Oczywiście, można te problemy i koszty ominąć i jechać z biurem podróży, które formalności wizowe bierze na siebie. Ale problemy i koszty, jakie spotykają biura podróży w „walce” z konsulatami, to również nie jest bułka z masłem. W efekcie i tak zapłaci za to klient (turysta) – należy przyjąć, że wycieczki do UE sprzedawane przez biura podróży są o jakieś 100 eur droższe, niż w sytuacji, gdyby nie było wiz i koszmarnej granicy.
Tymczasem na Europie świat się nie kończy, a Zjednoczone Emiraty Arabskie, Tunezja, Egipt, Turcja czy Tajlandia witają ukraińskich i białoruskich turystów z otwartymi rękami. Niedawno wizy dla Ukraińców zniósł Izrael, licząc na masowe pojawienie się ukraińskich turystów na izraelskich plażach (i tak już się dzieje). Swoją drogą, to ciekawe, że pod względem wiz dla Ukraińców Unia jest bardziej restrykcyjna, niż Izrael, czyli państwo, które ma fioła na punkcie bezpieczeństwa i uchodzi za jedno z najbardziej restrykcyjnych krajów świata w sprawach wizowo-granicznych.
Ale nawet, jeśli do któregoś „egzotycznego” kraju obowiązują Ukraińców wizy (np. Egipt, Turcja), to ich zdobycie jest tylko formalnością – wiza jest przeważnie automatycznie przyznawana na granicy/lotnisku za symboliczną opłatą. Nie należy również zapominać o czynniku geograficznym. Turcja jest właściwie sąsiadem Ukrainy (przez morze), a Kijów łączą z Ankarą przyjazne stosunki. Krótki rzut okiem na mapę wystarczy, by zauważyć, że z Kijowa do Emiratów, Turcji, Tajlandii, Egiptu i innych „egzotycznych” krajów leci się o te półtorej godziny krócej, niż z Warszawy czy Katowic, co również ma istotne znaczenie.
Z wieloma krajami arabskimi, ale również np. z Kubą, Ukrainę łączą stosunkowo przyjazne stosunki, Ukraina jest też o wiele bardziej aktywna na Bliskim Wschodzie (gospodarczo i politycznie), niż Polska. Wielu Arabów, ale też mieszkańców Dalekiego Wschodu studiowało na ukraińskich uczelniach i ten trend trwa nadal – studia medyczne lub techniczne np. w Syrii są bardzo drogie i niskiej jakości, a wysłanie dziecka na studia do Unii Europejskiej jest dla przeciętnego Syryjczyka niemożliwe ze względu na ogromną cenę (4-5 razy wyższą, niż na Ukrainie) i restrykcje wizowe – stąd taka popularność Ukrainy, Białorusi, Rosji i Mołdawii jako „eksportera usług edukacyjnych” na Bliski i Daleki Wschód.
To wszystko w naturalny sposób przekłada się na to, że Ukraina jest w krajach arabskich dobrze znana (nawet lepiej, niż w Europie Zachodniej) i cieszy się bardzo pozytywną opinią, jako porządny i przyjazny Arabom kraj europejski. Dochodzi więc dodatkowy czynnik psychologiczny: podczas gdy przeciętny Słowak uważa Ukraińców za złodziei, mafiozów i bydło, to dla Arabów jest to dostojny gość z Zachodu, któremu okazuje się sympatię i zabiega o jego względy (wielu turystów jest na to łasych). W dodatku absolwentów ukraińskich i rosyjskich uczelni jest w krajach arabskich na tyle dużo, że w Syrii czy Emiratach nie trzeba nawet znać angielskiego (a wielu Ukraińców nie zna) – prawdopodobieństwo porozumienia się po rosyjsku, czy nawet po ukraińsku jest bardzo duże.
Równocześnie Ukraina ma bardzo dobre stosunki z Izraelem (to ze względu na ogromną ilość Żydów, którzy wyjechali do Izraela ze Związku Radzieckiego i stworzyli proukraińskie lobby), Turcją (sąsiedzi), Chinami (Kijów nie krytykuje Pekinu za nie przestrzeganie praw człowieka), Kubą (do teraz na Kubie bezpłatnie leczą się ukraińskie dzieci, które ucierpiały na skutek awarii w Czarnobylu), Argentyną i Brazylią (duża diaspora ukraińska) oraz wieloma innymi krajami pozaeuropejskimi. W przypadku krajów arabskich nie bez znaczenia jest też fakt, iż Kijów bardzo pozytywnie odnosi się do krymskich muzułmanów (Tatarów) i że to właśnie niepodległa Ukraina umożliwiła Tatarom powrót do swojej ojczyzny po wygnaniu przez Stalina (krymscy Tatarzy są największymi patriotami Ukrainy na całym półwyspie i alergicznie reagują na wszelkie próby przyłączenia Krymu do Rosji). Takie sprawy są w świecie arabskim zauważane i doceniane.
To wszystko stwarza klimat do rozwoju współpracy Ukrainy z krajami uznawanymi w Polsce za egzotyczne, również w branży turystycznej. To znamienne, że mieszkańcowi Lwowa łatwiej jest pojechać do Egiptu czy Izraela, niż do odległego o 300 km Krakowa – ale skoro Unia (w tym Polska) sama pozbawia się pokaźnych wpływów z turystyki, to pozostaje tylko „pogratulować” logiki, która przemawia za odgrodzeniem się od Ukrainy aż tak restrykcyjną żelazną kurtyną.
| « poprzednia | następna » |
|---|














Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.