Tuesday, May 22nd

Last update:07:23:11 AM GMT

You are here:

Polacy na Ukrainie

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 

Gdy słyszymy: Lwów, od razu podświadomie kojarzymy: dawne Kresy Rzeczpospolitej, polskie tradycje i żyjący w tym mieście Polacy. Tymczasem mało kto wie, że obecnie najbardziej polskim miastem na Ukrainie nie jest Lwów ani Kamieniec Podolski, ale… Żytomierz. A i ukraińscy Polacy są zupełnie inni, niż się ich przedstawia w mediach. Stereotypowy ukraiński Polak to romantyczny i szlachetny kresowiak żyjący przeszłością i poświęcający całe życie na kultywowaniu polskości. Taki uproszczony obrazek dobrze się sprzedaje w telewizji i tabloidach, ale z rzeczywistością nie ma on zbyt wiele wspólnego.

Na początek liczby. Polaków na Ukrainie jest o wiele mniej, niż by się mogło wydawać  - zaledwie 112 tysięcy . Przy czym najwięcej ich jest, paradoksalnie, nie we Lwowie, ale w Centralnej Ukrainie – a więc na terenach, które ostatni raz należały do Polski przed rozbiorami. Przed II wojną światową Żytomierz, Kamieniec Chmielnicki, Kijów i Winnica należały do Sowieckiej  Ukrainy, a nie do II RP, a mimo to właśnie te miasta są obecnie ostoją polskości – a nie należący przed wojną do Polski Tarnopol, Łuck  czy Stanisławów.

Wszystko za sprawą masowych przesiedleń, które po 1945 roku przeprowadziła władza radziecka na odebranych Polsce terenach Zachodniej Ukrainy i Białorusi. Aby móc zostać we Lwowie, trzeba było określić się jako Ukrainiec lub Rosjanin, albo mieć osobę ukraińskiej lub rosyjskiej narodowości wśród swoich bliskich krewnych. Powojenne przesiedlenia nie objęły natomiast Polaków, z dziada-pradziada mieszkających na terenach, które jeszcze przed II wojną światową należały do Związku Radzieckiego, a wcześniej do Rosji. Tymczasem zadziwiające jest to, że żytomierscy czy kijowscy Polacy zachowali swoją polską tożsamość mimo, iż ostatni raz Polska była w tym miejscu ponad 200 lat temu.

Mówiąc o ukraińskich Polakach, musimy więc sprecyzować, o których właściwie chodzi. Polacy ze Lwowa i innych ziem, należących w dwudziestoleciu wojennym do Polski a Polacy z Centralnej i Wschodniej Ukrainie – to bowiem dwie zupełnie odmienne grupy społeczne, które różnią się praktycznie wszystkim. Dla uproszczenia, tych pierwszych nazywać będziemy „lwowskimi Polakami”, a tych drugich – „żytomierskimi”.

Podstawowa różnica między typowym Polakiem ze Lwowa a Polakiem z Żytomierza polega na ich stosunku do Ukrainy i ukraińskiej państwowości. Lwowscy Polacy żyli i wychowali się w przeświadczeniu, że Lwów jest polskim miastem, niesprawiedliwie zabranym przez Związek Radziecki. I jeszcze do końca lat 80-tych starsi ludzie, pamiętający międzywojenną Polskę wierzyli, że Związek Radziecki się rozpadnie i Lwów wtedy wróci do Polski. Związek Radziecki w końcu się rozpadł, ale Lwów pozostał ukraiński – chociaż Gorbaczow chciał rozbić Ukrainę i Litwę, obiecując utworzenie polskiej autonomii na Wileńszczyźnie i Zachodniej Ukrainie. Jak wiemy, na spekulacjach się skończyło, a tematu nie podchwycił ówczesny polski premier Tadeusz Mazowiecki, gdyż Polska realizowała giedroyciowską koncepcję pojednania z Ukrainą i pogodzenia się z utratą wschodnich kresów.

Dla wielu lwowskich Polaków tak długo wyczekiwany rozpad imperium radzieckiego i powstanie niepodległej, demokratycznej Ukrainy oznaczał więc ostateczny koniec marzeń o powrocie Lwowa do Polski. Dopóki lwów był radziecki, tamtejsi Polacy i Ukraińcy mieli ten sam status, przy czym Polacy mogli nawet czuć się ważniejsi od Ukraińców, gdyż za miedzą mieli własne państwo. Niepodległość Ukrainy i jej uznanie przez Warszawę było więc ogromnym rozczarowaniem dla ludzi, którzy przez powojennych lat rezygnowali z możliwości nieco lepszego życia np. we Wrocławiu tylko dlatego, że wierzyli w powrót ich miasta do Polski. Symbolem niespełnienia tych marzeń stała się więc w naturalny sposób niepodległa Ukraina, a nie daleka Rosja, która zresztą puszczała do lwowskich Polaków oko mówiąc: „widzicie, myśmy chcieli polskiej autonomii, ale ci wredni banderowcy nie chcą o tym słyszeć”.

Po 1991 roku lwowscy Polacy stali się więc razem z tutejszymi Rosjanami mało znaczącą mniejszością. Rosjan jest we Lwowie ok. 5-7%, Polacy stanowią ok. dwuprocentową mniejszość, natomiast zdecydowanie dominującą nacją są Ukraińcy.

To wszystko sprawiło, że obecnie lwowscy Polacy są obok Rosjan najbardziej rusofilską, prorosyjsko nastawioną grupą społeczną na Zachodniej Ukrainie. Jeżeli ktoś we Lwowie „ostentacyjnie” rozmawia po rosyjsku, to z dużą dozą prawdopodobieństwa jest to właśnie Polak (paradoksalnie, lwowscy Rosjanie częściej posługują się językiem ukraińskim, niż Polacy). Wynika to po pierwsze z chęci zamanifestowania swojej odrębności i pewnego rodzaju niechęci wobec Ukrainy, po drugie – z poczucia solidarności wobec mniejszości rosyjskiej, a po trzecie – z wciąż obecnego przekonania, że język rosyjski jest rzekomo „lepszy”, „bardziej szlachetny”, niż ukraiński. O ile bowiem lwowscy Polacy byli w stanie jeszcze pogodzić się z faktem, iż zostali podbici przez silną, imperialną Rosję, to już nie mogą zaakceptować tego, że w „ich” mieście rządzą przedstawiciele narodu, który jeszcze pod koniec lat 80-tych był przez radziecką i PRL-owską propagandę ośmieszany i utożsamiany ze wsią i niską kulturą.

Warto wspomnieć też o polskich organizacjach we Lwowie. Są one w rzeczywistości prowadzone przez osoby mocno wiekowe, które nigdy nie zaakceptowały faktu, iż Lwów nie jest już polski. Środowiska te są bardzo ściśle związane z polską skrajną prawicą, a w szczególności – z Radiem Maryja. Co ciekawe, nawet Prawo i Sprawiedliwość jest dla wielu starszych wiekiem polskich aktywistów ze Lwowa partią, która „zdradziła Polskę” (wiele osób ma za złe proukraińską postawę ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i polityków PiS), natomiast jedynym autorytetem jest dla nich ojciec Rydzyk.

Oczywiście, takie radiomaryjne poglądy dominują głównie wśród najstarszych Polaków ze Lwowa, co zresztą można zrozumieć, podczas gdy średnie i młode pokolenie jest o wiele bardziej pragmatyczne i nie dąży do konfliktu z Ukrainą. Przeciętny lwowski Polak uznaje Polskę za swoją ojczyznę, ale jest również lojalny wobec Ukrainy. Na poziomie zwykłych ludzi stosunki między lwowskimi Polakami i Ukraińcami są normalne, nie ma mowy o żadnej niechęci na tle narodowościowym, Polacy się od Ukraińców nie izolują. Problemem jest jednak nieliczna, ale głośna grupa radykalnie nastawionych nacjonalistów, zarówno po polskiej, jak i po ukraińskiej stronie, którzy podgrzewają stare konflikty i formułują radykalne hasła, niemożliwe do spełnienia przez drugą stronę.

Trudno się bowiem dziwić alergicznej reakcji ukraińskich działaczy na prowokacyjne wypowiedzi, które można znaleźć na polskich forach internetowych, poświęconych Lwowowi i dawnym Kresom, wzywające do przyłączenia Lwowa do Polski i podziału Ukrainy między Polskę a Rosję. Niestety, takie poglądy nie są obce wielu Polakom, zarówno żyjącym w Polsce, jak i na Ukrainie, chociaż jest tajemnicą poliszynela, że źródła wielu tego typu prowokacji należy szukać w Moskwie.

Zupełnie inna sytuacja jest z „żytomierskimi” Polakami. Są to ludzie, którzy nie tylko wychowali się na Ukrainie, ale nawet ich dziadkowie urodzili się poza Polską. Można powiedzieć, że ich polskość przetrwała dzięki przynależności do kościoła rzymskokatolickiego, co przez te ponad dwieście lat wyróżniało żytomierskich Polaków od przeważnie prawosławnych Ukraińców i Rosjan. Wielu z tych osób słabo mówi po polsku, ale najważniejsza mimo wszystko jest zasada: jestem katolikiem – a więc Polakiem.

Po czym można poznać, że ktoś w Kijowie czy Połtawie jest Polakiem? Przede wszystkim po tym, że mówi po… ukraińsku. Jak wykazał spis powszechny z 2001 roku, ponad 70% ukraińskich Polaków uznaje język ukraiński za ojczysty i słabo mówi po rosyjsku. Żytomierscy Polacy jednak chętnie uczą się polskiego i kultywują polskie tradycje, tym bardziej, że mogą w tym liczyć na wsparcie ze strony polskiego konsulatu w Kijowie, który w odróżnieniu od lwowskiego konsulatu nie jest nastawiony na konfrontację z Ukrainą, ale na pojednanie i współpracę.

Polacy z Centralnej Ukrainy wydają swoje pismo. Jest nim polskojęzyczny „Dziennik Kijowski”, który tak naprawdę jest tygodnikiem. „Dziennik Kijowski” można dostać w polskiej ambasadzie i w Instytucie Polskim, można go też kupić w niektórych kioskach.

Komentarze  

 
0 #1 BielajaSabaka 2012-04-02 20:45
Cudny artykuł! Nie miałam pojęcia, że tak wygląda sytuacja Polaków na Ukrainie. Gratuluję!
Cytować
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywać nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto

Czytaj też podobne artykuły z innych serwisów: